Dzisiejszy poranek rozpoczęłam z kwietniowym wydaniem Wysokich Obcasów- extra.
Moją szczególną uwagę przykuł artykuł, który tkliwie nosi tytuł „od wampa do papilotów”.
I wbrew pozorom nie mówi on o tym, jak kobieta zmienia się po ślubie z atrakcyjnej panny na kurę domową.
Jest to wywiad z antropolog, panią Ewą Klekot, traktujący o tym co ubiór kobiety mówi o niej samej. Jak odczytywać sygnały, które my kobiety, wysyłamy poprzez strój jaki nosimy.
” Współczesnym kobietom, nikt nie ogranicza przestrzeni do życia, za to wiele z nich staje się zakładniczkami mody, wybierając stroje, które niszczą ich osobowość.
– Nie wiem, czy niszczą. Może ukrywają? Zwłaszcza wtedy, gdy bardziej chodzi o rolę społeczną (…). Najlepszym przykładem są suknie ślubne.”
Z wielkim żalem muszę się z tym zgodzić. Panie w wywiadzie rozmawiają o tym, że oceniając kogoś po ubiorze, w pierwszej chwili oceniamy jego status społeczny. Nie zastanawiałam się nad tym nigdy, ale bardzo prawdopodobne, że tak najczęściej jest. Patrząc na kogoś „modnie”, schludnie ubranego pomyślimy, że śpi na pieniądzach i odwrotnie, widząc kogoś w starych, zniszczonych, ubraniach nie na czasie, przychodzi nam do głowy, że po prostu go nie stać na inne. Często jednak może nas to zmylić. Są ludzie, którzy po prostu nie przywiązują uwagi do ubrań- traktują je tylko jako wierzchnie okrycie, które ma dać nam ciepło i zakryć nagość. I nijak ma się to do statusu materialnego i społecznego.
Wróćmy jednak do tematu sukni ślubnych. Podczas wybierania własnej, jedynej, wymarzonej- zauważyłam, że dziewczyny poszukujące jej, kierowały się jedną zasadą: Im więcej, tym lepiej!
Im bardziej bogatsza, mieniąca się, szeroka, cięższa suknia- tym idealniejsza. Wszystkie jak jeden mąż, chciały wyglądać bogato, jak księżniczki, czy NAWET królowe. Co ciekawe, włącznie z tymi dziewczynami, które były nieśmiałe, skromne, których urody nie skalał nawet bezbarwny lakier na paznokciach. One jak tygrys rzucały się na te krzykliwe suknie i robiły z siebie PRZEBRANE panny młode. Wyglądały jak karykatury siebie, ale miały klapki na oczach. Chciały pokazać, chociaż w ten jeden dzień, że je stać. Stać na bogactwo i poklask. Chciały raz w życiu być na podium- szkoda tylko, że to nie były już one. Tylko postać jaką sobie wykreowały.
” Można uczynić walor z workowatego swetra?
– Jasne. Wtedy, gdy zakłada się go celowo. Na przykład, żeby nie podkreślać swojej kobiecości, bo nie chce się być Barbie. Tych kontekstów może być dużo (…). To celowe, mocne sprzeciwianie się schematom wyznaczającym, jak ma wyglądać kobieta. Wzbogacone o element prowokacji.”
Uwielbiam takie kobiety, sama często eksperymentuje z rzeczami, które nie są uznawane za typowo kobiece. I o zgrozo! W nich najlepiej się czuję. Czuję się sobą- lekko i z dystansem do życia. Nie odnalazłabym się w czasach, gdzie np. kobiety nie mogły nosić spodni, albo kiedy były narzucone surowe wytyczne, co do kobiecych strojów. Chyba bym wszczęła rewolucję i została w tamtych czasach feministką. Moje aktualne miejsce pracy, podobnie, narzuca mi pewien dress code, który w żadnym momencie nie łączy się z moim stylem. Jest to jeden z powodów, dla których nienawidzę tej pracy i cały czas szukam innej.
„Jak ma się ubierać kobieta, która nie chce być potulna, być wampem, ani walczyć?
– Nie wiem. Mogę powiedzieć, co wynika z logiki stereotypów kulturowych. Mamy wampa- wcielenie seksu; mamy stereotyp kobiety porządnej- niekoniecznie grzecznej dziewczynki (…). Strojem można też pokazać, że ma się to wszystko w nosie. Ale wtedy, albo jest się odbieranym jako osoba walcząca, albo budzi się litość (…). A czasami taka kobieta chce pokazać, że nie chce być ani matką dzieciom, ani wampem.”
Jak widać kobieta, która chce czegoś więcej- ma ciężko. Zawsze w jakiś sposób będzie stygmatyzowana przez innych. Jeżeli nie mieści się w proste ramy, które ja bym nazwała dosadniej: Nie ubiera się jak kurwa, ani nie robi z siebie zakonnicy– tylko wprowadza trochę męskiego stylu tym samym prowokując- zawsze jest odbierana źle. Kobiety, które tego nie czują, nie potrafią jej zrozumieć. Doszukują się głębszych analiz i historii, których po prostu często nie ma.
I na koniec zdanie, które szczególnie mi się spodobało:
„Nasza kultura nie daje nam dobrego wzorca kobiety- osoby samodzielnej, co nie musi znaczyć bez partnera, partnerki, czy dzieci. Robię to zastrzeżenie, właśnie dlatego, że mamy z takim wzorcem kłopot. Kobiety niezależne, jeśli chcą te niezależność manifestować, najczęściej wiedzą, czego nie chcą nosić i jak nie chcą wyglądać, i według tego klucza szukają pozytywnych dla siebie propozycji.”
Wywiad jest bardzo długi i nie sposób, wszystkiego sensowniejszego tutaj przytoczyć, ponieważ każde zdanie ukazuje pewną prawdę. Ja wyrywkowo chciałam wam zasygnalizować, jedynie to, co mnie samej dotyczy.
Zachęcam jednak, do przeczytania całego artykułu.
A jak jest u was? Jak podchodzicie do mody? Co lubicie nosić?
P.S. Pracuję właśnie nad nową wizualizacją bloga. Przechodzę na swoją domenę i serwer. Pewnie co sprytniejsi, zauważyli, że nazwa bloga, już jest inna. Myślę, że następny post powstanie już na nowej stronie, więc bądźcie cierpliwi. Ci, którzy mnie „lubią” na różnych funpage, nie będą mieli problemu ze znalezieniem. ;)



