Zastanawialiście się czasem co dzieje się w głowie wariata? Co go pcha do jego działań? Czy to te powszechnie znane głosy w głowie? Wydaje mi się, że jednak w wielu przypadkach to zbyt duża dawka substancji odurzających.
Ponieważ tak bardzo byliście ciekawi co to za wariatów spotkałam w tym Wrocławiu (o moich odwiedzinach tego miasta pisałam w tym poście), zdecydowałam więc, że nie zostawię Was bez odpowiedzi i w tym poście rozwiewam wszelkie wątpliwości.
Pan nr 1:
Zdecydowanie uplasował się z ogromnymi zasługami na tym miejscu. Pan, któremu nie mógł dorównać żaden inny czubek. Pan, który uczestniczy w życiu Wrocławia 24h na dobę.
Wstajesz rano, a on jak poranna rosa … już tam jest. Kiedyś prawdopodobnie miał telewizor i był fanem programu „boso przez świat”, bo z dużej odległości widać, że jego stopy nie widziały obuwia od bardzo długiego czasu. Mimo że wszędzie wesoło tryskają kurtyny wodne, on ewidentnie boi się ich jak ognia. Jednak w tym całym niechlujstwie błyska iskierka romantyzmu. Zaczepia przypadkowe kobiety z dozą nieśmiałości pytając:
– Ej! masz szluga?
– Nie palę.
Biedny wariat źle trafił, ale jego zasób pytań jest bogatszy, więc bez namysłu próbuje zorientować się w czasie.
– Ej a która godzina?
– Nie wiem, nie mam zegarka.
Jak widać konwersacja była wystarczająco udana by podziękować w istne szarmancki sposób.
– No to buziak mała!
Po czym wydarzyła się rzecz magiczna.
Osobnik o bosych stopach z karnacją niczym górnik schodzący z szychty, złapał stojący obok niewiasty słupek który ogradza stoliki w znanej restauracji fast food i go wylizał. Dumny ze swojego zbliżenia seksualnego, idzie ochoczo przed siebie, aby wejść do wyżej wymienionej restauracji. Łapie za klamkę po czym przypomina sobie, że przecież nie śmierdzi groszem i nie ma za co świętować swoich podbić miłosnych. Wygląda to dość komicznie, gdy po złapaniu klamki cała radość znika z jego twarzy.
Długo nie myśląc odchodzi i znika w tłumie ludzi.
Jego nieobecność trwa jednak tylko chwilkę, ponieważ nie dalej jak za 30 min wraca. W wyglądzie nic się nie zmieniło, więc raczej nie był na rodzinnym obiedzie.
Czubek tym razem upodobał sobie miejsce siedzące. Na najwyższym stopniu znajdującym się pod Pręgierzem. I tu miłości ciąg dalszy. Miłości nie byle jakiej. Miłości do siebie.
Oglądaliście czasem komedie, w których przedstawiciel płci męskiej rozmawia ze swoim członkiem? Bo on oglądał, więc ani chwili nie wahał się, żeby wyciągać swojego przyjaciela, aby trochę z nim pogadać. Z czasem rozmowa rozwinęła się, więc postanowili się razem pobawić. I tu skończę opis.
Nie zostało to przyjęte bez reakcji turystów. Oczywiście pojawił się patrol policji, który nie mógł nic zrobić, ponieważ nie złapał go na gorącym uczynku. Więc jak tylko znikali zabawa zaczynała się od początku. Szkoda w tym wszystkim, że na rynku zaraz obok niego, dzieci bawią się ogromnymi bańkami mydlanymi. Ciekawe na ile może zryć psychikę dziecku obrazek pękającej bańki mydlanej a za nią bosy Pan ze swoim przyjacielem, rozmawiający o życiu.
Czubek nr 2:
Ten był akurat sympatyczny. Gość z prędkością Korzeniowskiego przemykał rynkiem oraz wszystkimi uliczkami, ze słuchawkami na uszach. Wesoło śpiewając donośnym głosem, to co aktualnie odbierał jego mózg. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie trwało to od 9 rano do 22 wieczorem.
Czubki nr od 3 do ∞:
Zgraja ludzi, którzy nie wiedzą jak się tam znaleźli, którzy chcą uzbierać 20 zł, żeby wrócić do domu-powtarzając tą czynność codziennie. Inni, którzy mimo wagi Anii Rubik stoją pod Fast food-ami i przez 15 godzin dziennie naciągają ludzi na kanapkę i shake. Lubię Maka, ale ile można jeść cheeseburgery?
A i zapomniałabym o jeszcze jednym ciekawym przypadku.
Wariat nr 4:
Pan rowerzysta, który trzyma się ręką za słup oświetleniowy, w tym samym czasie próbując rozpędzić swój rower do prędkości światła. I tak jego świat się kręci przez pół dnia. Następnie jeździ z tym kołowrotkiem w głowie po placu, udając chyba jezioro łabędzie, bo trochę tak to wygląda.
W czubkach nie ma nic złego dopóki nie wpływają zbytnio na otoczenie. Mam na myśli: nie zaczepiają i nie robią wulgarnych rzeczy, które mogą popsuć miły rodzinny podwieczorek całej rodzinie.



