Zapewne każdy, kto kiedykolwiek chciał rozpocząć przygodę z jakimś nowym językiem obcym, zaczynał gruntowny research, aby dowiedzieć się jakie są metody nauki tego języka, jak oceniany jest stopień trudności przyswojenia go itd.

Czy Ty również w ten sposób poszukujesz idealnej metody nauki dla siebie?


Zajęcia grupowe, zajęcia indywidualne, książki, płyty, programy internetowe – możliwości jest wiele. Ty zapewne również wybierałeś biorąc pod uwagę swoje upodobania, możliwości czasowe i finansowe.

Ja też niedawno przechodziłam ten etap.

Z różnych względów zdecydowałam się  właśnie na naukę języka metodą Krebsa.

Dla nieświadomych: jest to metoda, która przypomina naukę języka dziecka, które dopiero uczy się mówić. Skupiona jest przede wszystkim na słuchaniu i powtarzaniu zdań, słów oraz fraz. Tak jak u małych dzieci, zrozumienie przychodzi później. Na początek najważniejsze jest obycie się z językiem słuchowo, w taki sposób, aby wykształcić w mózgu schemat myślenia w danym języku. Brzmi nieźle, co?

Oczywiście marketingowcy od reklam obiecują, że po kilkunastu dniach będziesz już znał język, jakbyś skończył co najmniej roczny kurs. Ściema jakich mało, ale ok, nie o to chodzi. W końcu marketing, marketingiem, ale wydawało mi się, że mimo wszystko brzmi to nieźle i czemu by nie spróbować?

Kurs 40 lekcji, każda po 40 minut kosztuje około 170 zł. Mówię: dobra, wchodzę w to!

Metoda Krebsa – moje osobiste doświadczenia

Pełna energii, wigoru i chęci do nauki usiadłam do lekcji pierwszej.

Najpierw wysłuchujesz dialogu w danym języku, potem musisz powtarzać słowa, następnie całe zdania, wszystko po kilka razy. Czasem i słowa dzielone są na części, a czasem czytane od tyłu. Generalnie całe 40 minut powtarzasz dialog jednominutowy.

Pierwszą lekcję ukończyłam po 30 minutach. W 25 minucie zaczęłam usypiać. Szybko się zorientowałam, że moje powtarzanie wcale nie brzmi jak słowa, które słyszę, tylko jak majaczenie osoby z 40 stopniową gorączką, a ja leżę i mam zamknięte oczy.

Nie wiem, kiedy to się stało. Więc wstaje, cofam lekcje o kilka minut, do momentu, z którego jeszcze coś pamiętam, żeby za moment znów leżeć i odpłynąć.

Budzę się wściekła na dźwięk dzwoniącego telefonu.

Dzień drugi. Podejście drugie.

Wracam z pracy, robię sobie kawę, żeby tym razem nie zasnąć. Siadam i obiecuje sobie, że dotrwam do końca. Lekcja wygląda podobnie. 1-minutowy dialog, który powtarzamy całą lekcję. W międzyczasie powtarzając, także to czego nauczyliśmy się na lekcji pierwszej. Zasypiam po 15 minutach. Budzę się po godzinie wściekła jeszcze bardziej, niż dzień wcześniej.

Dzień trzeci. Podejście trzecie.

Nie poddaję się tak szybko. Nadal mam motywację nauczyć się języka! Dziś już na pewno nie zasnę – obiecuję sobie. Może byłam po prostu przemęczona – tłumaczę sobie. Może lekcje były dla mnie zbyt proste – dodaję. Zaczynamy.

Lekcja wygląda znów tak samo. Kolejny dialog, kolejne powtórki. Znów śpię jak zabita w 15 minucie.

Dzień czwarty. Brak podejścia.

Trochę szkoda mi czasu, który od kilku dni spędzam na smacznym spaniu w ciągu dnia. Dlatego nie włączam kolejnej lekcji. Już nie wierzę, że nie zasnę.

Moja silna motywacja do nauki, to za mało w starciu z Krebsem.

Więc, jeśli masz problemy ze spaniem – polecam metodę Krebsa.

Jeśli chcesz się nauczyć szybko języka – nie polecam metody Krebsa.


Jeżeli nadal jesteś zainteresowany tą metodą więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ciekawa jestem czy słyszeliście o tej metodzie, i jakie macie doświadczenia z nią związane? :)

Podobne posty, które pojawiły się na blogu:

Nauka angielskiego za granicą

Sporty ekstremalne dla laików

Nie lubię latać samolotem

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu

1 odpowiedź

  1. Darek 10 stycznia, 2022 at 4:56 pm

    Ja słucham na siłowni, więc nie zasypiam, co więcej oszczędzam czas, bo wcześniej miałem poczucie marnowania czasu tylko ćwicząc, teraz ćwiczę mięśnie i umysł. Może patrzą na mnie jak na debila, bo gadam sam do siebie z słuchawkami na uszach ale mam to gdzieś. W samej nauce zauważam postępy, wytwarzają się pewne automatyzmy w wypowiedziach. Zaczynam mówić bez zastanawiania nad gramatyką, głównie chodzi mi o formę wypowiedzi, czasy. Po prostu z automatu wchodzi odpowiedni czas, forma pytająca, liczba mnoga, nad treścią czyli podmiotem i orzeczeniem zastanawiam się już w trakcie wypowiedzi.

Comments are closed.