Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak ważna jest dla Ciebie życiowa stabilizacja? Co jesteś w stanie zrobić, żeby ją osiągnąć? I dlaczego oddajemy dla niej wszystko co posiadamy?
Odkąd pamiętam ludzie zawsze dążyli do stabilizacji. Była to rzecz potrzebna, a wręcz niezastąpiona do godziwego, pełnego życia. Trwałość i równowaga daje poczucie bezpieczeństwa w każdej dziedzinie życia. Stabilność powoduje także poczucie, że zawsze mamy gdzie wrócić, bo zawsze ktoś, gdzieś na nas czeka.
Mnie jednak intryguje stabilizacja mieszkaniowa, za którą gonimy jak zgłodniałe lwy. Stabilizacja, dla której jesteśmy w stanie zrobić wszystko.
Jak mieszkanie, to tylko na swoim
No bo jak inaczej? Ci co mają dobry start i na przykład dostają mieszkanie od rodziców, po dziadkach, czy stać ich na kupno własnego nie mają tego problemu. I nigdy też nie zrozumieją do końca walki, jaka toczy się wśród tych co takiego szczęścia nie mają i muszą sobie radzić inaczej.
Własne lokum=poczucie bezpieczeństwa. A jak nie czujemy się bezpiecznie, nie potrafimy żyć spokojnie.
Dlatego robimy wszystko co w naszej mocy, aby zdobyć chociaż 35 metrów własnego m, żeby móc powiedzieć: tak, to jest moje i tylko moje i nikt mi tego nie odbierze z dnia na dzień.
Nie tak, jak na przykład w wynajmowanym mieszkaniu, gdzie w każdej chwili możesz nie mieć gdzie mieszkać, bo ktoś zadecydował, że jednak nie chce Cię dłużej pod swoim dachem. Ani nie tak, jak mieszkanie z rodzicami, przy których nigdy nie zaznasz smaku prawdziwego życia na własną rękę. Do tego stopnia, że śmiem twierdzić, iż dopiero po wyprowadzce z domu rodzinnego człowiek naprawdę uczy się siebie i poznaje swoje mocne i słabe strony.
Dlatego decydujemy się na jeden możliwy krok, jaki jesteśmy w stanie wykonać w takiej sytuacji, gdy możemy liczyć tylko na siebie.
Kredyt, który daje i zabiera
Kredyt. Jedyna możliwość dla ludzi, których po prostu najzwyczajniej w świecie nie stać. Kredyt, który obiecuje stabilność, własność, poczucie bezpieczeństwa i właściwie wszystko to do czego dążymy i co uważamy za najistotniejsze w życiu. Ponieważ sama procedura dostania takiego kredytu nie jest prosta i nie każdy ma takie „szczęście”, że może dostać kredyt na mieszkanie, tym bardziej traktujemy to jako niebywałą szansę zmienienia naszego życia na lepsze.
No i powiedzmy, że mamy te pieniądze. Mamy to mieszkanie, które jest nasze i możemy sobie je urządzić wedle naszego uznania i zasobności portfela. I możemy zacząć od nowa. Lepsze życie z poczuciem spełnienia i równowagi, do której tak dążyliśmy.
Tylko, halo, czemu nikt nie wspomniał, że poczucie bezpieczeństwa pójdzie na drugi plan. Bo jak żyć z poczuciem bezpieczeństwa, jeśli musimy przez najbliższe 50 lat spłacać kredyt?! Że właściwie przez 50 najbliższych lat jesteśmy na krótkiej smyczy banku, który dał nam kredyt; miasta; oraz tego nieszczęsnego mieszkania, które miało stać się naszym azylem, a przez najbliższe lata będzie kartą przetargową i rzeczą, przez którą będziemy się kłócić?
Właśnie takiego życia chcecie?
Właśnie takie życie wybieracie decydując się na lepszą zmianę swojego życia. Wystarczy otworzyć oczy i spojrzeć perspektywicznie.
Zmiany, nie zawsze dobre
Sama jeszcze niedawno byłam lwem w tej walce o lepszy, bo stabilniejszy byt. Dziś cieszę się, że nie zwyciężyłam. Bo moje spojrzenie na wartość stabilności mieszkaniowej zupełnie się zmieniło.
Pewnie, że chcę mieć własne lokum. Ale nie kosztem wolności, którą cenię sobie nade wszystko. Dziś wolę żyć na wyjętym, w podróży, trochę tu, trochę tam, niż na kredycie, który ogranicza czasowo, przestrzennie i finansowo. Bo żyjąc trochę tu, trochę tam to ja podejmuję decyzję co dalej z moim życiem. Chcę się przeprowadzić do Barcelony? Proszę bardzo. Chcę przez najbliższy rok jeździć po świecie? Czemu nie! Chcę zamieszkać z mamą, bo zostało jej kilka miesięcy życia? Oczywiście!
Mogę zrobić to wszystko, bo nie mam żadnych zobowiązań mieszkaniowych i finansowych. W każdym momencie życia mogę zacząć od zera.
To nie znaczy, że rezygnuję z własnego mieszkania. Mimo wszystko chciałabym mieć jedno własne lokum w swoim rodzinnym mieście. Ale na pewno nie kosztem wolności. Czyli na pewno nie na kredyt.
Albo wykombinuje inaczej, albo wcale.
Ale wiem, że dopóki ON jest ze mną i jesteśmy razem, zawsze będzie dobrze i stabilnie. W sercu. I ten dom mi w zupełności wystarczy.



