Bywa, że to, co ktoś nazywa wszystkim, ja nazywam niczym. Ale i czasami jest odwrotnie. To, co dla mnie jest ważne, dla kogoś innego jest nic nieznaczące.

Czy te różnice, obligują nas jednak do tego, by siebie stawiać wyżej nad innymi? By innym doradzać, naśmiewać się z nich, kiedy tłem tego wszystkiego, tak naprawdę jest czysto ludzkie niezrozumienie tego, że możemy być różni?


Na słowa z tytułu tego wpisu „Bywa, że to, co ktoś nazywa wszystkim, ja nazywam niczym” natknęłam się przypadkiem kilka miesięcy temu. Być może w jakiejś książce, albo w filmie. Nie jestem pewna też, czy brzmiały dokładnie tak, jak dzisiaj je zapisuje, ale w jakiś sposób wyryły się w moim sercu. Uderzyły we mnie, bo miałam poczucie, że krótko podsumowały to, co czuję od dawna i co dla mnie jest po prostu czymś naturalnym.

Nic – wszystko

Bo jaka jest tak naprawdę różnica między „nic”, a „wszystko”? To przecież my nadajemy wartość zjawiskom, przedmiotom, reakcjom. Wszystkiemu.

Dla jednego wszystkim będzie duży dom na odludziu, z basenem, sauną i wysokim murem, żeby przypadkiem nikt nie mógł choćby zajrzeć tam przez dziurkę do klucza. Dla innego to będzie nic. Dla tego innego wszystkim będzie małe mieszkanie w centrum miasta, wynajmowane z rodziną, pełne przyjaciół, otwarte dla każdego.

Dla Ciebie wszystkim mogą być rzetelne badania, dokonania naukowe, teorie tworzone przez naukowców i wykłady wykładowców. Dla mnie wszystkim może być podążanie za głosem intuicji, słuchanie siebie, nie innych, odkrywanie prawdy po swojemu, choćby żadne badania nie potwierdzały tego, w co wierzę.

Dla mojego sąsiada wszystkim może okazać się rozwijająca praca, pełna nowych zadań, wyzwań, która codziennie daje możliwość własnego rozwoju, a dla mojego drugiego sąsiada wszystkim może być pochylenie się nad rodziną, czas spędzany na opiece nad domem.

I kto ma rację? Oczywiście łatwiej przyznać racje osobie, z którą nasze „wszystko” się pokrywa. Zresztą takich osób szukamy w swoim życiu, takimi chcemy się otaczać. Wspólne cele, wartości, wyznania – łączą.

Jednak, czy powinniśmy odgradzać się od tych, którzy myślą inaczej?

Ja versus oni

Najłatwiej jest nam unikać osób, z którymi nasze wartości nie są zbieżne, z którymi nie jest nam po drodze. Najczęściej wchodzimy w dwie reakcje: albo uciekamy, unikamy takich osób, albo próbujemy wchodzić z nimi w polemikę, próbując udowodnić, że to nasz system wierzeń jest tym prawidłowym, tym samym stawiając siebie wyżej ponad innymi. Ponad tymi „nieświadomymi, daleko w tyle, błądzącymi, nie mającymi racji”.

Często wydaje nam się, że ktoś „błądzi”, bo nikt mu nie wytłumaczył „jak jest naprawdę”. Wchodzimy więc w rolę dobrego przewodnika, który wyprowadzi dzieci poruszające się we mgle. Czy to jest słuszne? Moim zdaniem nie.

Oczywiście rozmowa, w której uczestniczą dwie osoby, wzajemnie szanujące swoje odmienne poglądy, jest jak najbardziej wskazana. I szybciej taką rozmową damy do myślenia innej osobie, niż próbą pokazania jej, że jest w błędzie. Jednak to co istotne, taka rozmowa nie może wychodzić z punktu „ja mam rację, udowodnię Ci to, chcę Cię zmienić”, tylko z punktu „ciekawa jestem Twojego zdania”.

Inni ludzie uczą nas pokory

Wiedząc, że ktoś żyje w zupełnie inny sposób niż my, nie próbując go zmieniać, możemy dowiedzieć się naprawdę ciekawych rzeczy, nawet jeśli całkowicie ich nie czujemy. To uczy pokory.

Oczywiście nie mówię o sytuacjach, w których ma miejsce życie poza prawem, krzywdzenie dzieci, czy zwierząt, albo sytuacje, w których te konkretne osoby czy ich zachowania nam szkodzą, ale mam na myśli sytuacje, w których dwie osoby żyją w zupełnie różny sposób, ale nawzajem w żaden sposób siebie, ani nikogo innego tym stylem życia nie krzywdzą.

Wystarczy spojrzeć na samego siebie i zobaczyć, jak ja zmieniłem się przez ostatnie lata. Jak ewoluowały moje poglądy, jak otworzyłem się na nowe kwestie w moim życiu, nowe tematy, które gdzieś potem zadomowiły się na dobre. Każdy z nas zmienia się, zmienia zdanie w trakcie życia. Dlaczego więc tak trudno zaakceptować nam, że dzisiaj z kimś innym nasze wartości nie są zbieżne? Że style życia się różnią? Że mamy inne potrzeby, inne wizje idealnego domu/życia/świata?

Czasem wystarczy po prostu stanąć i pomysleć: Różnorodność jest piękna!

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu

1 odpowiedź

  1. Toni 4 listopada, 2021 at 9:02 pm - Reply

    Zgadzam się w zupełności z tym, że polemika dwóch osób z różnym podejściem przynosi większy pożytek niż walka o rację. Nie twierdzę, że nigdy tego nie robię ale zdecydowanie już nie jestem taki jak kiedyś, kiedy stając się wegetarianinem przekonywałem wszystkich o tym, że tak jest najlepiej krytykując ich poczynania. Nadal twierdzę, że jest to najlepsze ale już bez narzucania swojego zdania. Podobnie było w pewnym okresie życia, kiedy byłem związany z religią.
    Teraz stwierdzam, że człowiek mądrzeje z wiekiem 😉
    Ponadto patrząc z drugiej strony zauważam, że często polemizując z kimś na jakiś temat po czasie stwierdzam: Kurde, on miał rację.

Zostaw komentarz