Zawiodłam się. Kolejny raz zawiodłam się na ludziach, którzy nie powinni uchodzić za przypadkowych, a jednak stają się nimi, podejrzewam, zupełnie nieświadomie.


To miał być piękny wieczór. Wieczór w Teatrze Muzycznym, w moim mieście Łodzi, podczas którego przeżyję kolejne, ciekawe, duchowe doświadczenie. Bo lubię teatr. Za żywotność, oryginalność, ekspresyjność i nieobliczalność. Za bycie bliżej wszystkiego i przeżywanie tego, jakby samemu było się częścią sztuki.

Nie jestem jednak koneserem. Nie jestem tym bardziej znawcą. Dopiero zaczynam uczyć się teatru i doceniania pewnych detali. Jest jednak w tym wszystkim coś, czego nie mogę pojąć moim rozumem. I o tym zaraz Wam opowiem.

Imię

„Imię” to francuska sztuka, która została nazwana komedią. Komedią jednak nie bezrefleksyjną, często gorzką i trudną. W skrócie: akcja rozgrywa się podczas jednego wieczoru na rodzinnym spotkaniu, które miało zapowiadać się przyjemnie. Jednak drobne sprzeczki spotęgowały emocje i rozpoczęła się bitwa na przysłowiowe noże. A zaczęło się zupełnie niewinne. Od pytania zadanego jednej z par, która spodziewa się dziecka: Czy macie już pomysł na imię?

Nie spodziewajcie się jednak ode mnie recenzji tego spektaklu. Jedyne co mogę Wam powiedzieć, że warto na niego iść. I jeżeli będziecie mieli możliwość, zobaczenia go w swoim mieście (jest to spektakl gościnny) to nie zastanawiajcie się. Jeżeli oczywiście w ogóle preferujecie tę formę spędzania wolnego czasu. Jednak tutaj rozchodzi się o coś zupełnie innego.

Polak potrafi

Tak jak już wcześniej Wam napisałam, nie jestem żadnym teatralnym znawcą, ani krytykiem filmowym. Jestem najzwyklejszym w świecie obserwatorem i widzem przedstawienia, które subiektywnie może mi się podobać, albo nie. Może do mnie trafić, ale nie musi. I to do mnie trafiło, ale zbulwersowało mnie coś innego. Osoby, które siedziały ze mną na tej samej sali i oglądały dokładnie ten sam spektakl co ja. Chociaż często miałam ku temu wątpliwości. Uzasadnione.

Otóż, ja rozumiem, że spektakl „Imię” jest komedią. Ale czy nie wszyscy doczytali, że gorzką? Zresztą według mnie, nawet nie trzeba było tego doczytywać, by się zorientować samemu. Sztuka naprawdę nie była trudna. Jedynie refleksyjna. Było śmiesznie, zabawnie. Pewnie! Były momenty, że nie mogłam przestać się śmiać. Ale… nie w każdym momencie wypadało się śmiać. Nie w każdym momencie, można było się śmiać. Były takie kwestie, mimo, że powiedziane zabawnie, w których należało się zastanowić, przemyśleć, czy to faktycznie jest zabawne? No nie. Raczej nie było. W zasadzie na pewno, było smutne i nostalgiczne. Bo pokazywało w pewnych momentach jak ułomne są relacje w rodzinie, a także relacje w przyjaźni. Te momenty nie były śmieszne…

Ale ludzie się śmiali

Śmiali się głośno, do rozpuku. Nie wszyscy. Nie mogę powiedzieć. Niektórzy rozumieli, że wbrew pozorom te momenty nie miały powodować śmiechu, tylko dać do myślenia, spowodować w głowie pewną rozkminę nad swoim życiem, swoją rodziną, swoimi relacjami w życiu. Jednak nie wszystkim dały. Dla niektórych była to zabawna komedia i koniec. Kilka wulgaryzmów, ktoś komuś strzelił w łeb. Świetny spektakl!

No jednak nie do końca…

I tak się zastanawiam. Bilety na tą sztukę nie kosztowały mało. To trochę smutne wydać pieniądze i nic nie zrozumieć. Nic nie wynieść z tego przedstawienia. Jeszcze gorsze, że Ci sami ludzie, później pójdą i będą głosić ich prywatne prawdy: „Słuchaj, to „Imię” to super komedia! Idź na to, idź! Ubawisz się do łez!”. I Ci ludzie pójdą i co mądrzejsi powiedzą: „Ale kurczę, przecież to jest bardziej momentami tragedia, niż komedia”.

I tak sobie myślę. Nie wszyscy muszą rozumieć aluzje i słowa niewypowiedziane wprost. W czasach seriali „dlaczego ja”, „szkoła”, „żony Hollywood”, które oduczają nas samodzielnego myślenia i kombinowania, trudno spodziewać się od ludzi tego pierwiastka dociekliwości. Dla nich liczy się prostota. Jeśli ktoś powiedział coś zabawnym tonem to trzeba się śmiać. Logiczne.

Boję się, że jest jeszcze jedna grupa osób. Które chodzą do teatru nie dlatego, że jakoś szczególnie to lubią, nie dlatego, że chcą zdobyć nowe doświadczenie i trochę poćwiczyć swój mózg. Chodzą tam, bo wypada. Bo fajnie potem na rodzinnym niedzielnym obiadku pochwalić się, że było się w teatrze. To tak ambitnie brzmi. Albo wśród koleżanek z pracy. „Mąż mnie wczoraj zabrał na tą głośną sztukę! Na pewno słyszałaś”. I co z tego, jak nic nie zrozumiałaś kobieto! Ta wizja mnie przeraża, chociaż wydaje mi się w pewnym ułamku dość prawdopodobna.

I jeszcze jedno, na koniec.

Aktorzy

Co oni muszą czuć, co oni muszą myśleć. Kiedy próbując dać widzom do myślenia, oni się śmieją w wniebogłosy. Mają wyrzuty sumienia, że być może źle zagrali? Nie tak, przedstawili refleksję, której widzowie mieli się poddać? Lud nie zrozumiał ich przekazu?

Czy może oni już wiedzą, że na sali zawsze znajdzie się odsetek ludzi, którzy po prostu, najzwyczajniej w świecie nie rozumieją. Nie myślą. Oglądają bezrefleksyjnie. Bo to przecież francuska komedia. Nad czym tu się zastanawiać?

Tak jak już powtarzałam, powtórzę 3 raz. Nie jestem wielkim przyjacielem teatru i koneserem. Ale jedno wiem. Jeżeli ktoś ma problem, żeby zrozumieć sztukę nietrudną, mało skomplikowaną- to powinien nad sobą pracować. Odstawić telewizję, wziąć do ręki książkę, obejrzeć ciekawy, zagadkowy film, na którym trzeba pomyśleć i przede wszystkim powinien zacząć bardziej refleksyjnie podchodzić do życia. Zaczynając od swojego.

Amen.

*zdjęcie zapożyczone ze strony http://www.imie-spektakl.pl/

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu

1 odpowiedź

  1. Alicja w swoim świecie 3 grudnia, 2021 at 5:23 pm

    Niedawno byłam na spektaklu „Pozytywni” (który również scharakteryzowałabym jako gorzką komedię, bardzo polecam!) i miałam podobne odczucia. Przedstawienie było świetne, dawno się tak nie śmiałam, ale było w nim też kilka takich momentów, które były bardziej smutne czy wręcz przerażające, niż śmieszne… I akurat na nich pół sali rżało najgłośniej (w tym gość, który siedział obok mnie). No cóż, trudno. zawsze w takich momentach zastanawiam się, czy te osoby w ogóle zrozumiały przekaz scenariusza, czy stworzyły sobie własny ;)

Comments are closed.