Podsumowując rok 2016, byłam z siebie niezwykle dumna! Czy w tym roku czuję to samo? Nie do końca.


Gdybym miała jednym słowem określić rok 2017, byłoby trudno. Z jednej strony przychodzi mi do głowy słowo „niespodziewany”, bo wydarzyło się wiele niespodziewanych rzeczy, jednak nie zawsze pozytywnych, a wydaje mi się, że jednak słowo „niespodziewany” ma pozytywną konotację (może ze względu na bliskość „niespodzianki”?).

Na początku roku (jak co roku) postawiłam przed sobą kilka celów. Co z tego wynikło? Sprawdźmy.

 

Roczne cele

Pierwszy z nich, który zdecydowanie był dla mnie najważniejszy to rozkręcenie firmy, tak, aby nie musieć jej zamykać. Brzmi trochę trywialnie, ale ze względu na to, że przejście na swoje było dla mnie niesamowicie ważne, nie chciałam tego popsuć.

Cóż, dziś mogę powiedzieć, że minął rok i firmę prowadzę dalej. Czy uważam to za sukces? Jasne. Czy jestem z siebie całkowicie dumna? Nie do końca. Mogłam rozwinąć tę działalność jeszcze bardziej. Myślę, że zabrakło jasnego planu rozpisanego krok po kroku, w którą stronę iść – w pewnym momencie gdzieś to wszystko się rozjechało na kilka dróg, co w zasadzie ma swoje plusy, jednak nie zostało przeze mnie do końca przypilnowane.

Chciałam w tym roku nauczyć się rozsądnego budżetowania finansami. Coś w tej sprawie poszło nie tak i po kilku miesiącach rzuciłam moje rozpiski w kąt.

Jednym z głównych celów było także ogarnięcie nowej wizualizacji bloga, odpalenie socjopatycznego sklepu i wypuszczenie pierwszych produktów. Tutaj co nieco się udało. W końcu sklep stoi, a to, że znajduje się w nim tylko jeden produkt – to zaraz do tego dojdziemy.

 

Co zrobiłam w 2017 roku?

Pora na przyjemności. Oczywiście nie wszystko się udało, nie wszystko jest tak, jak planowałam, ale pewne rzeczy dociągnęłam do końca.

Prowadziłam firmę. ZUS mnie nie zjadł, a US nie zamknął za kratkami – sukces!

Wypuściłam pierwszy, samodzielnie stworzony produkt dla blogerów „BloBox”– sukces! Żałuję jedynie, że na razie była tylko jedna edycja „BloBoxa” i temat ucichł. Tym bardziej że sprzedaż trwała raptem 2 tygodnie, a feedback był całkiem pozytywny i pomocny. Idealne podłoże do zrobienia drugiej edycji.

 

Ogarnęłam kilka blogowych akcji. To cud, że w tym roku było tak bogato w działania blogowe:

Dzięki Radkowi miałam okazję pracować przy bardzo ważnej, ale i trudnej akcji „Klasyka Dla Smyka”, która połączyła ponad 100 osób z różnych dziedzin: autorów książek, blogerów, pracowników Domów Dziecka, pracowników wydawnictw i ludzi dobrej woli. Przez kilka miesięcy zbieraliśmy nowe książki dla dzieciaków z Domów Dziecka. Co miesiąc robiłam podsumowanie naszych działań na blogu. Łącznie obdarowaliśmy 33 placówki opiekuńczo-wychowawcze liczbą 669 książek. 

Dzięki Madzi drugi raz mogłam współprowadzić „Wielką Wymianę Książkową”, w której wzięło udział ponad 100 osób. Dostałam także zaproszenie na stały „etat” przy pomocy organizacji tego przedsięwzięcia.

Sama stworzyłam akcję „Książka, dzięki której zacząłem czytać”, w której wraz z innymi blogerami podzieliśmy się z Wami pozycjami (z różnych gatunków), dzięki którym pokochaliśmy czytanie. Całe zestawienie znajdziecie tutaj.

Współpracowałam przy kampanii #mamczasrozmawiac zorganizowanej przez Krajowe Centrum ds. AIDS.

 

Wszystko się kręci wokół bloga

To sporo jak na jeden rok i bardzo mnie to cieszy, bo rozwój bloga co roku jest jednym z moich podstawowych celów, a tyle działań na rzecz kultury  i mniejszości jest jak najbardziej ok! :)

Mam być, z czego dumna.

W tym roku spotkało mnie także ogromne wyróżnienie. Pojawiłam się w rankingu Andrzeja Tucholskiego w srebrnej ósemce najchętniej polecanych blogów w Polsce. <3 O tak, to wyróżnienie przez innych Twórców Internetowych dało mi kopa do działania. :) To coś, czego potrzebowałam, co dało mi poczucie, że to, co robię ma sens – nie tylko dla mnie, ale i dla innych.

No i najważniejsze! Coś, czego zupełnie się nie spodziewałam i co spadło na mnie jak grom z jasnego nieba: wraz z innymi blogerkami odpaliliśmy pierwsze czasopismo dla blogerów.

Blogostrefa to najprzyjemniejszy projekt, przy którym przyszło mi pracować w tym roku. 

 

Rok 2017 rokiem małej motywacji

Mimo tego wszystkiego, co tutaj wymieniłam, zrobiłam, zadziałałam – tak naprawdę rok 2017 był rokiem bardzo słabej motywacji. Szczególnie jego druga połowa.

Nie wypuściłam e-booka, chociaż przymierzałam się do tego milion razy, zaniedbałam drugiego bloga, nie ogarnęłam się sportowo i zdrowotnie, tak dobrze, jakbym chciała, ale przede wszystkim straciłam bardzo bliską mi osobę.

I tego nie odda mi nic i nikt. Niestety w Nowy Rok wchodzę z totalnym brakiem „chcenia” i rozbiciem emocjonalnym na milion drobnych kawałków.

W końcówce roku 2016 fruwałam. W końcówce tego roku leżę na ziemi. Planuję jednak postawić sobie jakieś cele i rozpisać plany na 2018. Bo bez tego przy takim spadku motywacji ani rusz. Jeszcze w tym roku na pewno podzielę się nimi na blogu. No i muszę popracować nad motywacją – to przede wszystkim.


A jak wypadło Twoje roczne podsumowanie?

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu