Każde pokolenie ma swoje wyróżniki, atrybuty, swoją specyfikę i pewną charakterystykę. Każde pokolenie ma swoje doświadczenia zbudowane na fundamentach czasów, w jakich przyszło im żyć. Ostatnio sporo o tych wyróżnikach myślałam. O mojej babci, o mojej mamie, o mnie. O rzeczach, które nas łączą i tych, które dzielą upływem czasu.


Pokolenie to bardzo szeroki termin, który można rozumieć w wieloraki sposób. Ja używając tutaj określenia pokolenie, będę miała z tyłu głowy zbiór osób urodzonych w pewnych latach, zbliżonych do siebie wiekiem i pewną wspólnotę wartości, cech charakterystycznych, które w jakiś sposób były wyróżnikiem danych czasów. Oczywiście to, co będę tutaj pisała to pewnego rodzaju uogólnienie. Oczywiście nie wszystkie babcie będą nosić broszki, robić trwałą i smarować grubo masłem chleb. Będzie w tym doza moich doświadczeń, moich obserwacji i chcę, abyście mieli to na uwadze, że babciom, które w ten kanon nie będą się wpisywać – niczego nie ujmuję. Są tak samo wartościowe teraz, jak były za swoich czasów. :)

Pokoleniowy zawrót głowy – broszki, Panorama i ksiądz na obiedzie

Mówi się często, że co drugie pokolenie w rodzinie lepiej się rozumie. Czyli moja mama będzie lepiej dogadywała się ze swoją babcią, niż ze swoją mamą, a ja lepiej z babcią niż z mamą. Oczywiście nie zawsze tak jest, z kim budujemy lepszą relację zależy od tysiąca czynników (przede wszystkim od tego, jakim kto jest człowiekiem), ale wiele osób mówi, że tak jest, bo: rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania, przez co wnukom „łatwiej” kochać babcię, która zabiera na lody, niż wymagającą mamę, która każe posprzątać pokój (nie lubię osobiście tych podziałów, no ale tak się czasem słyszy).

Ja wolałabym myśleć, że ta dobra relacja babci z wnuczką wynika z czegoś innego. Na przykład z głębokiego zainteresowania zupełnie odmiennym życiem, w zupełnie odmiennych czasach. W relacji mama-córka, oczywiście też takie zmiany można dostrzec. Na pewno Twoja mama wychowywała się w nieco innej rzeczywistości niż Ty. Jednak to wcześniejsze pokolenie, czyli rzeczywistość babci, będzie bardziej atrakcyjna dla wnuczki, bo bardziej historyczna i mniej dostępna.

Tak samo dla babci może wydawać się niebywale interesujące życie w dzisiejszych czasach, gdzie miłość poznaje się przez Internet, a w domu gotuje mąż, a nie żona.

Poza tym, w moim odczuciu, relacja babcia-wnuczka często wolna jest od stresującego piętna wychowania, oczekiwań i wzajemnych wyrzutów. Co daje przestrzeń na zbudowanie silnej relacji.

 

Atrybuty pokoleń kiedyś i dzisiaj

I nie wiem, jak Wy, ale ja, kiedy widzę moją babcię, widzę też: codzienne szykowanie się na 18:00 do Kościoła, w sposób rutynowy, dobrze znany, zadowalający i bezpieczny. Wybranie garsonki, przeczesanie włosów najprostszym grzebieniem, skropienie szyi wodą toaletową, i kropka nad i: korale na szyję. Korale, broszki, klipsy – rzeczy, które dziś już używa się rzadko, a jednak korale czy broszki mają cały czas swoje fanki także w innych pokoleniach. :)

Kiedy moja babcia była bardzo słaba, w ostatnich miesiącach swojego życia, mimo wszystko, kiedy ktoś ją miał odwiedzić, zawsze pamiętała o dwóch z tych punktów: przeczesanie włosów i korale. Te korale i uczesane włosy już zawsze będą mi się z nią kojarzyć. To były jej dwa najważniejsze elementy, by poczuć się zadbaną kobietą.

Moja babcia urodziła się w 1920 roku i pamiętała wojnę, więc jej podejście do życia, było tą wojną nasiąknięte. Nigdy nie zapomnę zapachu o poranku świeżego chleba, na którym stawiało się krzyż nożem, grubej warstwy masła na nim i samodzielnie robionego ciasta po obiedzie. To co uwielbiałam w wakacjach u babci to codzienna rutyna. Każdy dzień wyglądał tak samo. Każda godzina była godziną przeznaczoną na coś konkretnego: zakupy, robienie obiadu, jedzenie ciasta, karmienie kotów, spacer, wizyta w Kościele, odwiedzenie przyjaciółki, Panorama w telewizji i godzina snu. Tam nie było żadnych niespodzianek, multitaskingu, nagłych zmian planów.

Jedni powiedzieliby, że nuda, a ja doceniałam ten spokój i przewidywalność. Wtedy nauczyłam się, że dobry plan dnia, nie wymaga poprawy i urozmaicania go na siłę. Dobry plan dnia daje poczucie bezpieczeństwa i spokój na duszy. Jeżeli działa, warto się go trzymać. 

Każde czasy mają swoją wartość

Dzisiaj części z nas codzienność wygląda nieco inaczej: dieta pudełkowa, a nie codzienne domowe posiłki, zamiast popołudniowego spaceru z przyjacielem – siedzenie przed Netflixem. Zamiast trwałej – przedłużany bob, zamiast masła – avocado, zamiast samodzielnie upieczonego ciasta – deser na mieście. Zamiast chleba z pękająca skórką – dieta bezglutenowa. Oczywiście nie zawsze, nie wszyscy, nie wszędzie.

Nie mówię też, że któreś wybory było gorsze, a któreś lepsze. Nasza rzeczywistość jest po prostu dzisiaj inna i wynika to z wielu rzeczy: z dostępności do wielu różnych dóbr, z większej świadomości, z możliwości, ale i z konsumpcjonizmu, z zachłanności i chęci (czasem przymusu) ciągłego rozwoju. Każde pokolenie miało swoje plusy i minusy. Robiło co mogło, najlepiej jak potrafiło, w dostępnych czasach.

Kiedyś nie było wyboru. Dziś wybór przytłacza. Co było lepsze? Co było łatwiejsze? Odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna.

Dlatego, myślę, że dobrze jest wykazać się ciekawością i zrozumieniem dla czasów odmiennych od naszych, a zarazem dać poznać osobom starszym naszą rzeczywistość, zamiast mówić „i tak nie zrozumiesz”…

 

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu

Zostaw komentarz