Zdarzyło Wam się kiedyś zatrzasnąć w windzie? Utknąć na dobre, w momencie kiedy akurat się śpieszyliście? Mi się zdarzyło. Ostatnio. Co zmieniło zupełnie mój pogląd na moich sąsiadów.


Dzień, jak co dzień. Wychodzimy razem z domu, w ciepły poranek. Jak zawsze w biegu, bo wstało się trochę za późno, niż było planowane. Wsiadamy do windy, po czym przypomina nam się, że czegoś zapomnieliśmy z domu. Próbujemy zatrzymać windę, żeby wrócić. Winda staje. Na dobre. Między jednym piętrem, a drugim. Przeklinamy świat.

Czy ktoś nam pomoże?

Dzwonimy pod numer podany w windzie w razie problemów z dźwigiem. Tak, to całkiem spory problem, że nie możemy się wydostać, więc postanawiamy skorzystać.

Firma znajduje się jakieś 5 minut drogi od nas, samochodem. Pan wysyła pomoc. Czekamy 10, 15, 20 minut. Nikt nie przychodzi. Dzwonimy ponownie. Pan zapewnia, że od razu przekazał zlecenie do realizacji, więc zaraz ktoś powinien być. Czekamy następne 15 minut. Dalej nic. Dzwonimy jeszcze raz pod ten sam numer. Pan mówi, że zaraz skontaktuje się z pracownikiem i da nam znać. Nie oddzwania. Więc my dzwonimy. Pracownik jest już w zasadzie w bloku obok, bo wcześniej pomyliły mu się klatki.

Ok, pełni nadziei czekamy na tego człowieka.

Dalej nic. Dzwonimy już mocno podkurwieni całą zaistniałą sytuacją, gdyż w windzie siedzimy już ponad godzinę, po czym Pan nam mówi, że w zasadzie to okazało się, że oni nie obsługują naszej klatki. What the fuck?! Pytamy, jakim cudem skoro ich numer jest podany na windzie. Gościu mówi, że niestety, oni obsługują klatki obok, ale akurat naszą obsługuje jakaś firma X, więc oni nie mają na to wpływu. Prosimy, żeby ten człowiek, który aktualnie jest pod naszą klatką, wszedł i tylko nam otworzył te jebane drzwi, bez naprawiania windy. Pan w słuchawce, mówi, że to tylko dobra wola pracownika, który się nie zgodził i nie wejdzie nam pomóc…

Świat oszalał

Brak słów na to wszystko. Szukamy więc w Internecie numeru do tej firmy, która rzekomo ma pod opieką naszą klatkę. Wysyłają kogoś. Gościu z drugiego końca miasta przyjechał w pół godziny. Wypuścił nas, po ponad półtorej godziny czekania w windzie. Po czym opowiadamy mu cała sytuację, jaka miała miejsce. I co się okazało? Że ktoś zdrapał ich naklejkę, która była na starej naklejce firmy, do której zadzwoniliśmy na początku.

Sąsiedzi

Ciekawym aspektem całej tej sytuacji, było także zachowanie naszych sąsiadów z wieżowca, którzy widzieli, że siedzimy zablokowani w windzie.

1: „O! Winda się popsuła?”

2: ” O! Jacyś ludzie siedzą w windzie!”

3: ” Hehehe, znowu się popsuła?”

4: „….” (spojrzenie na nas i ucieczka)

itp, itd.

Nikt, dosłownie nikt. Nawet jedna osoba. Albo chociaż pół. Nikt nie zapytał, czy może nam jakoś pomóc. Ja wiem, że nie otworzyliby tej zasranej windy, ale mogliby się zainteresować, czy mamy np. telefon, a w nim zasięg, który przecież często się gubi w windzie. Cokolwiek. Jakiekolwiek słowo zainteresowania.

Ale nie. Nikt, nic.

 

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu