Tytuł zawiewa optymistyczną bryzą, jednak nie dajcie się zwieść- jak to w Projekcie Człowiek wcale nie będzie optymistycznie.


 

Dziś powiem wam o ludziach, którzy irytują mnie w pewien osobliwy sposób- za każdym razem jak spotykam na swojej drodze takiego osobnika mam ochotę wyjąć młotek z kieszeni, tak z kieszeni! I walnąć takiego oszołoma w łeb.

Mam tu na myśli ludzi, którzy nie używają słów: „DZIEŃ DOBRY”.

Jak wchodzę do sklepu i mówię: „dzień dobry, poproszę krem na hemoroidy i prezerwatywy” to naprawdę nie wymagam,  żeby mi odpowiadano, aczkolwiek jest zawsze mile widziane. Pani ekspedientka mogła już zapomnieć co mówiłam na początku zdania, ewentualnie odrazu zabrała się do poszukiwania moich potrzeb i tyle, chwała jej za to.

Czasem jednak wchodzę i mówię „DZIEŃ DOBRY.” Z kropką. Za każdym razem mam nadzieję, że usłyszę w odpowiedzi to samo, albo jeszcze lepiej z dodatkiem: „w czym mogę pomóc”. Takiego traktowania oczekuję przede wszystkim w urzędach,  sądach,  firmach, na uczelni tam gdzie muszę coś załatwić, a nie zawsze do końca wiem jak.

Wiecie jednak co słyszę najczęściej? Ciszę. Ciszę połączoną ze spojrzeniem: „mów czego chcesz chamie i spier*alaj”. Czasem zdarzy się na moje dzień dobry „słucham!”. Z wykrzyknikiem oczywiście. A jeszcze czasem nawet nie jestem warta spojrzenia.

Odrazu człowiek wie, że bez problemu załatwi swoją sprawę z tą przemiłą urzedniczką. :)

Wiele razy takiego traktowania mojej osoby doszukiwałam się w sobie. Zastanawiałam się, że może mam kiepską minę,  kiedy wchodzę.  Może mój ubiór został odebrany jako nie stosowny.  Za każdym razem jednak dochodziłam do wniosku, że to przez mój wiek. Widzą młodą osobę i stwierdzają,  że co? Młodej będą sie kłaniać nie wiadomo jak nisko?

Problem jednak zaczął się kiedy lata przybywały, a w tym aspekcie nic się nie zmieniało. Zbiło mnie to z tropu. Okazało się, że tu nie chodzi stricte o mnie, tylko o nich. O tych zasiedziałych urzędników.

Dziś sama jestem urzędnikiem państwowym. I wiem, że praca z ludźmi jest trudna. Wiem, że można stracić cierpliwość,  kiedy tłumaczysz coś komuś,  a on Cię nie słucha i musisz powtarzać to kilka razy. Wiem, że są ludzie upierdliwi, którzy przychodzą tylko po to, żeby zepsuć Ci dzień. Ale mimo tego, zawsze stać mnie na Dzień dobry.  Dla każdego.  Bo tego wymaga kultura osobista. Jest to piękna wizytówka nas samych i w zasadzie mówi o nas wszystko.

Brak szacunku do drugiego człowieka, wyrażany w ten sposób naprawdę doprowadza mnie momentami do szaleństwa.  Przecież to nie są jakieś wygórowane oczekiwania. Nie proszę o rzeczy niewykonalne. Chcę tylko, żeby ktoś mi zrobił dzień dobry, swoim dzień dobry.

Mam nadzieję, że kiedyś znajdę w sobie tyle odwagi, aby następnym razem jak pójdę gdzieś, coś załatwić i natrafię na tego rodzaju umysłowy mur to powiem coś w stylu: kultura wymaga, żeby odpowiadać na dzień dobry. Nie jest to może jakoś szczególnie oryginalne, ale wtedy to nie ja będę się głupio czuć w trakcie załatwiania sprawy, tylko ta osoba. Innego pomysłu nie mam na tego rodzaju ludzką nieuprzejmość.

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu