Żyjemy w czasach, gdzie materializm rozgościł się w naszym życiu na dobre. W materializmie zostaliśmy wychowani i tylko taki wzorzec funkcjonowania w społeczeństwie jest nam bliski i znany.

Niestety, okazuje się, że materializm ma też swoje minusy, o czym większość z nas przekonuje się właśnie teraz… odczuwając na sobie skutki rzeczozmęczenia.


Kiedy sięgałam po książkę Rzeczozmęczenie Jamesa Wallmana, czułam, że jest to coś, co może mnie w jakimś stopniu dotyczyć. Już na początku książki można było wypełnić mini test, który pokazywał czy odczuwasz na sobie skutki rzeczozmęczenia. W ogóle nie zdziwiło mnie, kiedy okazało się, że rzeczozmęczenie jednak mnie dotyka.

Pytanie tylko brzmiało, czy ta książka będzie potrafiła temu zaradzić?

 

Rzeczozmęczenie – co to w ogóle jest?

Rzeczozmęczenie to jedno ze schorzeń współczesności, które dopiero powoli zaczynamy sobie uświadamiać. Przedmioty, które posiadamy i nabywamy, zamiast sprawiać nam przyjemność, powodują, że jesteśmy coraz bardziej przytłoczeni, zmęczeni i odczuwamy chroniczny stres. Nadmiar przestaje być dla nas czymś pozytywnym, bo powoduje przeciążenie.

Iż jest to społeczny problem już w roku 1989, pokazała ankieta, której wyniki zamieścił magazyn Fortune, gdzie 3/4 aktywnych zawodowo Amerykanów w wieku od 25 do 49 lat, życzyło sobie: by nasze społeczeństwo wróciło do prostszego stylu życia i nie przywiązywało tak wielkiej wagi do sukcesu materialnego. 

Kiedyś goniliśmy za tym, żeby mieć więcej rzeczy, lepszych rzeczy, bo to świadczyło o naszym statusie społecznym. Dzisiaj jesteśmy tym zmęczeni, dlatego coraz więcej osób pokazuje, że można żyć inaczej, bez ciągłego wyścigu kto ma więcej. Jak zapewne się domyślacie, od nadmiaru rzeczy odchodzą znani już bardzo dobrze (także w Polsce) minimaliści. To oni propagują idee, aby zrezygnować z posiadania i oczyścić swoją przestrzeń.

Nigdy jednak minimalizm nie był mi bliski.

Gdzieś dostrzegałam w nim zgrzyt, który powodował, że nie mogłam solidaryzować się z tą ideą, ale zarazem przeszkadzał mi nadmiar.

Dziś wiem, że rzeczy bywają użyteczne, ułatwiają nam codzienne funkcjonowanie, ale i potrafią sprawiać radość. Lubimy fizyczną obecność przedmiotów, a niektóre z nich potrafią wspaniale tworzyć więzi społeczne. Dlaczego więc mielibyśmy z nich rezygnować? Minimalizm dąży do tego, by wyzbyć się nadmiaru w każdej możliwej szufladce życia. Jednak to nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę, ponieważ nie każdego minimalizm będzie uszczęśliwiał.

I ja byłam jedną z tych osób, które czuły, że to nie jest najlepsze rozwiązanie.

Dlatego bardzo podoba mi się w tej książce zaproponowanie innego wyjścia. Skoro minimalizm nie jest odpowiedzią na rzeczozmęczenie, to co nią jest? Otóż jest to eksperientalizm.

 

Eksperientalizm – doświadczaj, zamiast kupować.

Nie przestaniemy kupować i używać rozmaitych produktów. Za bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do wygody, jaką nam dają. Możemy jednak wybierać produkty bardziej oszczędnie, wybierać te mniej szkodliwe dla środowiska i te, które w mniejszym stopniu przyczynią się do zagracania naszego otoczenia.

Wbrew pozorom nie jest to wcale trudne i coraz więcej firm wychodzi naprzeciw takim właśnie rozwiązaniom.

Zamiast kupować i zbierać nowe książki, możemy je wymieniać, co powoduje, że nie gromadzimy nowych rzeczy, bo ich stan w naszym mieszkaniu liczbowo się nie zmienia. Możemy także zdecydować się na czytanie e-booków, ponieważ druk papierowej książki pochłania 78 razy więcej wody niż wydanie tej samej książki w formie elektronicznej, dodatkowo nie zmagamy się z nadmiarem książek w swoim otoczeniu.

Zamiast kupować nowe ubrania, możemy je wypożyczać, co na dzisiejszy dzień jest bardzo popularne w Stanach. Zamiast posiadania własnego samochodu można samochód wypożyczać, nie martwiąc się o problemy, które wiążą się z fizycznym posiadaniem tych przedmiotów.

Zamiast kupować filmy, seriale i muzykę na płytach DVD/CD, możemy uzyskać dostęp do Spotify czy Netflixa. 

Takimi biznesami opartymi na zasadzie eksperientalizmu są także serwisy umożliwiające zaoferowanie noclegu w swoim mieszkaniu, czy wspólny przejazd samochodem z  punktu A do punktu B. Oba te serwisy powodują, że doświadczamy czegoś nowego, poznajemy nowe osoby i otwieramy się na coś nieznanego.

To dopiero początek. Jeżeli eksperientalizm miałby zadomowić się u nas na dobre, jestem pewna, że pojawiłoby się coraz więcej podobnych usług i możliwości, aby jak najmniej kupować, ale cały czas doświadczać za pomocą tych przedmiotów.

 

Eksperientalizm – wybieraj mądrze.

Eksperientalizm według autora książki jest najlepszym rozwiązaniem na rzeczozmęczenie, ponieważ nie jest zbyt radykalny, a zarazem cały czas zaspokaja nasze potrzeby i aspiracje. 

Eksperientalizm zachęca do mądrego wybierania, pod kątek doświadczania, a nie bezmyślnego nabywania.

Zachęca do mieszkania w mniejszych domach, na rzecz częstszych podróży. Pokazuje, że mamy wybór między przedmiotami, za pomocą których możemy doświadczać, jak i przedmiotami, które nic do naszego życia nie wnoszą.

Eksperientalizm nawołuje do bycia świadomym, uważnym i do zadbania o siebie.

I to mi się podoba! Temu przybijam piątkę. Natomiast, czy będzie tak, jak twierdzi autor? Czy eksperientalizm jest nieunikniony i koniec końców wyprze materializm? Moim zdaniem jest to bardzo prawdopodobne.

W książce poznacie wiele historii osób, które zaczęły zmieniać swoje życie pod kątem eksperientalizmu, wiele badań naukowych, a także informacji, które pomogą Wam zrozumieć tę ideę oraz jej ważność, dla nas jako społeczeństwa. Dowiecie się także, jak rozpocząć swoją walkę z rzeczozmęczeniem.

To nie jest lektura na jeden wieczór, to książka, która może odmienić Wasze spojrzenie o 180 stopni, a w najgorszym wypadku na pewno da Wam do myślenia!

Bo każdy powinien ją przyswoić na swój własny sposób i przesiać przez własne sito doświadczeń i potrzeb. Wtedy książka spełni swoją rolę.

 

Rzeczozmęczenie – jak sobie z tym poradzę.

Kiedy już wiem, że dotyczy to także i mnie, a nadmiar rzeczy powoduje permanentny stres i przytłoczenie w mojej głowie, zdecydowałam się zrobić z tym porządek. Dzięki tej książce wiem jak zacząć.

Zrozumiałam w końcu, że to nie ja mam za małe mieszkanie, tylko po prostu, cały czas,  posiadam za dużo rzeczy. 

Moim pierwszym celem jest sprawdzenie, które przedmioty faktycznie dają mi doświadczanie i radość, a które są zbędnym balastem, który powoduje jedynie moją frustrację.

Poza tym teraz już wiem, że na zakupach będę zastanawiać się kilka razy czy dana rzecz na pewno jest mi potrzebna, czy dzięki niej doświadczę dla mnie czegoś nowego, czy może wręcz przeciwnie, to jedynie zachcianka, która wcale nie spowoduje, że po zakupie jej będę się czuć lepiej?


Cóż, trudno opisać wszystko, co znajduje się w tej książce, jedno natomiast jest pewne. Jeżeli kiedykolwiek pomyśleliście, że jakaś rzecz w Waszym domu Was przytłacza, nie ma swojego miejsca w mieszkaniu, jest czynnikiem stresogennym, to być może i Was dopada rzeczozmęczenie.

 

Książka swoją premierę będzie miała 13 września.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwo Insignis.

 

 

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu

Zostaw komentarz