Słyszeliście o akcji, która ma się odbyć 21 marca?
Wszyscy, tak jak stoimy, zakładamy kolorowe skarpetki, nie do pary! Ponieważ tego oto dnia obchodzimy Światowy Dzień Zespołu Downa.
Dlaczego kolorowe? Mają być naszym wyrazem tolerancji w stosunku do odmienności.
Dlaczego nie do pary? One z kolei symbolizują niedopasowanie społeczne i genotypowe, ale zarazem pokazują wesołe usposobienie chorych i ich radość z życia.
Lubię tego typu akcje
Chociaż ostatnia, Ice Bucket Challenge, nie miała mojego poparcia. W pewnym momencie straciła swój pierwotny sens. Zamiast uświadomić ludziom z czym borykają się chorzy na ALS i zamiast wzbudzić w nich chęć pomocy w postaci darowizny- każdy chciał tylko oblać się wodą dla fun-u, pokazać się na FB i przede wszystkim dobrze się bawić. Mało kto zatrzymał się i zastanowił nad celem tej akcji.
Teraz mamy w podobny sposób, utożsamić się z chorymi na Zespół Downa.
Wszystko byłoby ok, tylko dla mnie, jak się okazało, to nic nowego.
Otóż w mojej szafie nie znajdziecie białych i czarnych skarpetek. Noszę tylko kolorowe. Co więcej, tu was pewnie zaskoczę, ale często noszę je nie do pary.
Skarpetki nie do pary?!
Aby rozwiać wątpliwości, które teraz zapewne pojawiły się w Waszych głowach- tak, jestem zdrowa psychicznie i fizycznie (jakby ktoś miał i takie wątpliwości).
Problem leży gdzie indziej. Nienawidzę parować skarpetek. W ogóle już sama myśl, że trzeba je wyprać powoduje u mnie odruch wymiotny, bo wiem, że potem będę musiała je połączyć- co naprawdę jest dla mnie dużym wyzwaniem. Czasem jak nie mogę znaleźć tej do pary to łączę artystycznie. I nie mam z tym problemu. I Bogu dzięki mój mąż też nie ma. Ale inni już mają.
Ale co ich to obchodzi?!
No właśnie, też zadaje sobie to pytanie. Jestem w stanie zrozumieć wiele. Jednak kiedy usłyszałam złośliwe komentarze (od tych życzliwych, rzecz jasna), na temat tego jak mogę nosić takie dziecinne (bo kolorowe) skarpetki i to jeszcze nie do pary- to krew mnie zalała.
Cytuję dalej: „Nie wstyd Ci? Zobacz, wszyscy mają NORMALNE czarne, albo białe skarpetki, a Ty?”.
Ludzie obok tego, że powiedzą Ci jak żyć, to powiedzą Ci też co masz nosić.
Oprócz tego, że doznałam chwilowego szoku, nie poruszyło mnie to, gdyż nie mam zamiaru zmieniać czegoś, dla kogoś.
Tym bardziej, że są osoby, które patrząc na moje stopy uśmiechną się i dla ich uśmiechu warto to robić. Poza tym, nawet gdyby każdemu miało to przeszkadzać- i tak bym tego nie zmieniła, bo inaczej już nie umiem i nie chcę.
I nie noszę ich tylko w zaciszu domowym, ale też na domówkach, czy u cioci na imieninach. ;)
Tym bardziej, że są osoby, które patrząc na moje stopy uśmiechną się i dla ich uśmiechu warto to robić. Poza tym, nawet gdyby każdemu miało to przeszkadzać- i tak bym tego nie zmieniła, bo inaczej już nie umiem i nie chcę.
I nie noszę ich tylko w zaciszu domowym, ale też na domówkach, czy u cioci na imieninach. ;)
Mam nawet przygotowane odpowiedzi, dla osób pytających dlaczego mam na sobie skarpetki nie do pary:
1. ” Bo mojego męża mam do pary…”
2. ” Życie jest za krótkie, żeby szukać skarpetek do pary”.
Ale nie o to, wszystko się roznosi…
Nie wiedziałam, że noszenie skarpetek w taki sposób jak ja to robię, mogło zostać powiązane z Zespołem Downa. Teraz, kiedy wiem jakie szykany lądują w moją stronę z tego powodu, jestem w stanie chociaż w minimalny sposób zrozumieć co muszą czuć osoby chore. Z czym one się na co dzień zmagają. A jestem pewna, że jeżeli noszą kolorowe skarpetki na stopach to i tak najmniejszy problem, jaki społeczeństwo im stwarza. Gdyby nie ta akcja, to tak naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek dowiedziałabym się, że nie jestem w tym osamotniona.
Możecie być pewni, że ja 21 marca będę mieć na sobie kolorowe skarpetki (bo innych nie mam) i założone od parady (bo tak! bo będę się solidaryzować!).
Zachęcam więc do większego dystansu do siebie.
Aa i teraz będę mogła mieć trzecią odpowiedź dla ciekawskich:
3. „Bo łączę się w bólu z osobami chorymi na Zespół Downa”.
Już nie mogę się doczekać tych zrzędniętych min za jakieś 3, 4 lata. Wtedy już wszyscy dawno zapomną o akcji z kolorowymi skarpetkami. A ja będę pamiętać.



