Moja ś.p. babcia miała w zapasie wiele mądrości życiowych, którymi raczyła mnie gdy byłam małą dziewczynką. Jedną z nich, którą zapamiętałam sobie do dziś było zdanie „co zjesz i zobaczysz to Twoje, a resztę Ci zabiorą”.


Słowa babci miały swoje korzenie w czasach wojny. Jednak czy dzisiaj nie są po części aktualne? Może nie do końca zgadzam się z tym, że „…wszystko inne nam zabiorą”, ale wszystko inne jest ulotne. Wszystko inne łatwo stracić: pieniądze, prestiż, dobra rzeczowe, bliskich ludzi.

Natomiast co zjemy i co zobaczymy (dodałabym jeszcze do tego: czego się nauczymy na bazie zdobywania wiedzy, czy doświadczeń) nikt nam nie odbierze.

I nie wiem czy to słowa babci, czy nie, ale przepis na idealną podróż to dla mnie połączenie dobrego, regionalnego jedzenia z wielogodzinnym zwiedzaniem.

 

Szalona podróż poślubna do Włoch

Kiedy myślę o najwspanialszej podróży jaką przeżyłam, widzę przed oczami podróż poślubną do Włoch.

Mimo że było to 7 lat temu pamiętam ją jak dziś. Poprawiny skończyły się około 21, a my już o 5 rano następnego dnia mieliśmy samolot do Bergamo. Wraz z mężem wymarzyliśmy sobie objazdową wycieczkę po Włoszech. Nie mieliśmy jasno zorganizowanego planu. Podjęliśmy decyzję, że plan wycieczki będziemy podejmować na bieżąco, co podpowie nam intuicja. Dzisiaj taki sposób podróżowania jest coraz bardziej modny, wtedy nie wiedzieliśmy do końca czego się spodziewać, ale zaufaliśmy sobie, że będzie dobrze.

Między włoskimi miastami poruszaliśmy się pociągami. W każdym mieście zostawaliśmy na noc, ewentualnie na dwie noce, jeżeli dane miasto jakoś mocniej nas zachwyciło. Noclegu szukaliśmy dopiero na miejscu, po dotarciu do danej miejscowości. Dawaliśmy sobie przestrzeń na podejmowanie decyzji w ostatniej chwili. :)

Zaczęliśmy od Mediolanu, potem Wenecja (wraz z wyspami Murano, Burano i Torcello – znane na całym świecie ze swojego rękodzieła), Florencja, Siena i na koniec znów Mediolan.

Każde miasto inne, ale każde na swój sposób wyjątkowe, skradło nasze serca.


podroz poslubna


Włochy – nasz drugi dom

To właśnie ta podróż poślubna sprawiła, że zakochałam się w tym kraju na amen! Pokochałam włoskie podejście do życia i ten luz. Zakochałam się we włoskiej ikrze, która przejawiała się między innymi w gestykulacji i śmiałych dyskusjach. Zatapiałam się w smacznym jak nigdzie indziej, a zarazem prostym jedzeniu, pysznym winie, nocnych rozmowach i śmiechach, które dobiegały z otwartych okien pobliskich kamienic. Zakochałam się w ich powolnym życiu, nastawionym na relacje z innymi, ale także w ich gościnności.

Od razu poczułam się tam jak w domu.

Od podróży poślubnej minęło 7 lat, ale do Włoch regularnie wracamy. Ciągnie nas tam siła, silniejsza od czegokolwiek. Za każdym razem z mężem odwiedzamy inne miejsce, bo marzy nam się zobaczyć jak najwięcej włoskich zakątków. Do odwiedzonych miejsc możemy doliczyć jeszcze Weronę, Bergamo i wiele miasteczek sycylijskich.

Włochy stały się dla mnie drugim domem. W między czasie miałam okazję poznać też wiele innych krajów, ale tylko tam wracam z największym uśmiechem na twarzy. Czasem nawet sobie myślę, że gdyby nic nie trzymało mnie w Łodzi, mogłabym tam zamieszkać na stałe.

Podróż poślubna rozbudziła ducha przygody

Niektórzy traktują swoje podróże jedynie jako odpoczęcie od codzienności i wyrwanie się ze swojego miasta. Chcą odpocząć w ciepłym miejscu, nie martwiąc się o nic.

Dla mnie podróż to przede wszystkim przygoda! To doświadczanie całą sobą i wszystkimi zmysłami miejsca, w którym jestem. To zakotwiczenie się w tu i teraz, podążanie za głosem intuicji, ale przede wszystkim przeżywanie. Każda podróż zostaje w moim sercu i w mojej pamięci na zawsze. Celebruję te momenty i chwile, bo wiem, że są wyjątkowe i mogą się już nie powtórzyć.

Kiedy więc przeprowadziliśmy się do większego mieszkania, wiedziałam, że na ścianach pojawią się plakaty, które w jakiś sposób będą przypominać mi między innymi o tym, co dla mnie ważne i będą pobudzać dobre wspomnienia.

Kocham swoje miasto, dlatego w moim domu są aż dwa plakaty do niego nawiązujące. Jednak moim drugim domem, jak już wspomniałam, wewnętrznie czuję, że są Włochy. Musiała więc, po prostu musiała, w którymś momencie pojawić się plakat mapa miasta włoskiego.

Okazało się jednak, że nie potrafiliśmy zdecydować się tylko na jedno włoskie miasto, więc na plakacie pojawił się cały piękny kraj w kształcie buta. :)


plakaty personalizowane


Positive Prints –  plakaty personalizowane

Zdecydowałam się na plakat od Positvie Prints, ponieważ marka ta ma w swojej ofercie możliwość stworzenia plakatu samodzielnie. Poprzez dobranie kolorystyki, osobisty podpis i możliwość wybrania odpowiedniego fragmentu mapy – można całkowicie spersonalizować swój wymarzony, dopasowany do stylistyki domu plakat.

Rozumieją potrzeby klienta i nie narzucają z góry określonego wycinka konkretnego kraju. Każdy samodzielnie może stworzyć sobie taki fragment mapy, jaki tylko chce. U nas są to całe Włochy. Kolorystykę mapy zostawiłam do wyboru Bartkowi. :)

W ofercie Positive Prints znajdziecie nie tylko plakaty personalizowane, ale także mapy nieba, fazy księżyca, czy złote plakaty z miastami. Jest z czego wybierać.

Dla mnie plakaty na ścianach to nie tylko dekoracja mieszkania. Nie lubię przestrzeni, które wyglądają jak muzea, czy jak mieszkania wyjęte z katalogu. Lubię domy, które pokazują, kto tu mieszka. Dlatego w moim odczuciu, jeżeli chcemy dekorować ściany plakatami, niech te plakaty opowiadają jakąś historię. Niech będą powiązane ściśle z mieszkańcami tego domu. Niech pokażą jakie wyznajemy wartości, co lubimy, jakie słowa są nam bliskie, jakie są nasze pasje.

Nawet jeżeli dla gości plakat może wydawać się tylko plakatem, najważniejsze, żeby gospodarz wiedział, co dany plakat dla niego oznacza i jaka historia się za nim kryje. Dlaczego go wybrał? Dlaczego jest dla niego ważny? Jakie uczucia przywołuje? Dlaczego akurat takie słowa go motywują?


Miło jest otaczać się przedmiotami, które mają dla nas jakieś znaczenie. Jeszcze milej jest wracać do domu, w którym czujecie, że zachowana jest cząstka Waszej duszy. Spersonalizowane plakaty to jedno, ale jak jeszcze można wprowadzać swoją wyjątkową duszę do mieszkania? Macie jakieś pomysły? :)

 

Wpis powstał we współpracy z Positive Prints

 

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu

Zostaw komentarz