Łatwo przychodzi innym doradzanie: nie martw się, będzie dobrze/ dasz sobie radę/ nie przejmuj się.
Koniec końców i tak ze wszystkim zostajesz sam, a z dnia na dzień pojawia się coraz więcej oczekiwań, którym powinieneś sprostać.
Codzienność bywa kulą o nogi. Czasem potrafimy tak zamotać się w swoim życiu, że w pewnym momencie przestajemy sobie radzić i przestajemy chcieć sobie radzić z jego udźwignięciem. Ciężar, który założyliśmy sobie na plecy, staje się dla nas zbyt męczący i po prostu chcemy go zostawić tu i teraz i pójść… inną drogą/ gdziekolwiek indziej.
Dla każdego z nas tym ciężarem będzie co innego. W końcu każdy ma swoją niepisaną głośno historię, którą zna tylko on. I tylko on wie, co przychodzi mu dźwigać każdego dnia, zaraz po wstaniu.
Wszystkich nas wykończą oczekiwania.
Od lekarzy pierwszego kontaktu oczekuje się, że zawsze będą witać Cię z uśmiechem na ustach. Nikt nie zastanawia się ile niespełnionych ambicji i smutnych historii kryje się za drzwiami każdego gabinetu.
Od chirurgów oczekuje się, żeby zawsze byli nieomylni i mieli czas każdemu pacjentowi wytłumaczyć przebieg jego choroby. Nikt nie pomyśli, czy taki chirurg jest odpowiednio wynagradzany za odpowiedzialną pracę, jaką wykonuję i ile godzin miesięcznie musi przepracować, żeby wyżywić swoją rodzinę.
Od ratowników medycznych oczekuje się, że zawsze przyjadą w ciągu minuty, nie zastanawiając się jakie warunki spotkają ich na drodze.
Od policjantów oczekuje się, żeby zawsze stawali w ludzkiej obronie i poświęcali swoje życie na służbie, nikt nie zastanawia się nad systemem, który panuje wewnątrz policji i który niszczy jednostki od środka.
Podobnie ze strażakami, wojskiem czy pielęgniarkami. Jednak to nie koniec.
W jakimkolwiek miejscu byś nie pracował: w sklepie na kasie, w korporacji, czy nawet w domu na zlecenie – oczekiwania dotyczą każdego z nas i wiesz co, każdego z nas mogą wykończyć.
Ty versus inni.
Mamy ogromny problem z empatią. Widzimy tylko swoją perspektywę i swój czubek nosa. Jeżeli coś się dzieje, potrafimy spojrzeć na problem tylko ze swojej strony. Problemy innych wydają nam się błahe, proste do rozwiązania, więc sypiemy radami jak z rękawa, bo przecież ja na Twoim miejscu zrobiłbym tak i tak. Albo co jeszcze gorsze, bagatelizujemy je, bo przecież inni mają gorzej, więc weź się w garść.
A czasem bywa tak, że dla kogoś z boku to, co akurat przeżywasz, może być mało ważne, ale dla Ciebie jest czymś tak istotnym, tak męczącym, że żadne rozwiązanie nie wydaje się dobre/ satysfakcjonujące.
I ktoś Ci powie: przecież cokolwiek by się nie działo, masz kilka rozwiązań. Jedne lepsze, inne gorsze, ale masz możliwości, szanse, wybór.



