Są takie książki, których autorzy tak malowniczo opisują miejsca, bohaterów i tło wydarzeń, że ma się poczucie, jakby było się tam razem z nimi i doświadczało tych wszystkich emocji na własnej skórze.

Jedną z takich książek jest właśnie „Zośka. Przepustka do szczęścia” autorstwa Anny Stryjewskiej, o której chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć.


„Zośka. Przepustka do szczęścia” to drugi tom powieści „Zośka. Dopóki biło serce”, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Szara Godzina. W pierwszej części poznajemy dom rodzinny Zosi i samą Zosię, jako młodą dziewczynę. Są lata 60., polska wieś i Zosia ze swoimi marzeniami o projektowaniu mody i szyciu ubrań. Recenzję pierwszej części znajdziecie na moim instagramie, o tutaj.

Dziś jednak chciałabym skupić się na części drugiej, która 3 lutego miała swoją premierę. Książka jest dla mnie ważna pod dwoma względami.

Po pierwsze jej akcja dzieje nie w mojej ukochanej Łodzi. Zobaczyć Łódź na przełomie lat 60. i 70. to było coś!

Po drugie książka ta została wydana pod moim patronatem! <3

 

Zośka. Przepustka do szczęścia – recenzja

W drugiej części Zosia znajduje się w Łodzi. Uczy się tutaj i pracuje. Dziewczyna zdecydowała się porzucić życie na wsi, by spełniać swoje marzenia o projektowaniu mody.

W części tej jesteśmy świadkiem jak Zosia próbuje pogodzić pracę, szkołę i codzienność z tęsknotą za swoją młodszą siostrą. Kibicujemy jej także przy próbach wykazania się w pracy, by spełnić swoje najcichsze pragnienie. Zosia daje się poznać jako zdeterminowana, pewna swego, ale zarazem niepewna siebie, wrażliwa i emocjonalna dziewczyna. To postać stworzona z krwi i kości, którą lubi się od samego początku i za którą trzymą się kciuki od pierwszej strony.

I to, co ważne, Zosia istniała naprawdę! Anna Stryjewska autorka książki, opisuje życie swojej mamy. Historia ta, jest więc inspirowana prawdziwymi wydarzeniami – i to się czuje od samego początku. W końcu życie pisze najlepsze scenariusze, a postać Zosi jest po prostu nad wyraz ludzka, nieprzekombinowana, po prostu prawdziwa. Dlatego będziemy cieszyć się razem z nią z jej sukcesów, jak i smucić się, kiedy wszystko będzie się walić.

Książka przepleciona jest listami, które Zosia pisze ze swoją siostrą, dzięki czemu wiemy, co dzieje się w domu rodzinnym u Zosi, który bardzo dokładnie poznaliśmy w części pierwszej, a zarazem możemy poznać uczucia i emocje bohaterki towarzyszące jej w codzienności. Listy przypomniały mi listy, które niegdyś pisałam ze swoją przyjaciółką. Podobne rozterki, nieokrzesane przeskakiwanie między tematami, emocje. Dzięki temu te listy wydały mi się całkowicie naturalne i prawdziwe.

To, co istotne dla tej powieści Zosia spotyka Szymona. Pewnego starszego mężczyznę, który jedynie zajawił się w pierwszej części. Tutaj pojawia się miłość (pamiętajmy, że Zosia w pierwszej części uciekła od męża) i wiele związanych z nią rozterek. Rozterek na tle religijnym, społecznych oczekiwań i konwenansów, jak i rozterek wewnętrznych. Zosia zostanie postawiona przed wieloma trudnymi decyzjami…

Zośka. Przepustka do szczęścia – recenzja

Książka ta od samego początku pobudziła we mnie wspomnienia… o mojej babci. Wieś, rodzina, w której nie było łatwo, ZOMO na ulicach i pierwsze kroki stawiane w dorosłości – jakoś to wszystko mocno przypominało mi te dawne rodzinne historie. Opisy zalotów, pierwszych związków, pierwszej pracy i niewiadomej, jaka się za tym wszystkim kryje – pobudzały za to wspomnienia o moich młodzieńczych latach.

Surowa, a zarazem piękna Łódź w tle pozwalała mi przechadzać się tymi samymi ulicami co dzisiaj, jednak kilkadziesiąt lat wstecz. Pozwoliła zobaczyć mi inną, ale równie ciekawą Łódź i zaznać dawnego klimatu.

Jednak to, co przede wszystkim czytelnik wyniesie z lektury tej pozycji to poczucie, że za marzeniami warto stawać murem i jeżeli wypływają prosto z serca, dążyć ku ich spełnieniu, nawet gdy cały świat będzie przeciwko nam. Zarazem pokazuje ona jednak, że spełnianie marzeń to nie sielanka i świat posypany brokatem. To ciężka praca, ciągłe wyrzeczenia i dylematy. Dlatego to taka piękna historia drogi, pokazująca jak niespodziewane, nieoczywiste i niewiarygodne potrafi być życie, gdy podążymy za głosem marzeń i głosem intuicji. Dzięki czemu pozycja ta potrafi tchnąć w serce wiarę i poczucie, że bardzo wiele jest możliwe, w zasięgu naszych rąk… ale każda decyzja, jaką podejmiemy będzie wiązała się z nieodwracalną stratą…

 


Znacie historię Zośki? Czytaliście część pierwszą? A może już mieliście okazje sięgnąć po drugą?

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu

Zostaw komentarz