Domyślam się, że dziś wszyscy siedzicie przy stole ze swoją rodziną i jecie przeróżne smakołyki. Jak to na Święta przystało. Nie wszyscy jednak mają tak dobrze. Ja siedzę w domu ze swoim mężem i w tym roku ominęło nas rodzinne posiedzenie. Dlaczego?
Ano dlatego, że wczoraj wyszłam ze szpitala. Dlatego też nie wiele mnie było dla was w tym tygodniu. Nadal jestem trochę osłabiona, postanowiłam jednak nadrobić zaległości i naskrobać coś dla was, choćby to miała być krótka notka. Jedyny temat jaki zaprząta mi teraz głowę to oczywiście Polska Służba Zdrowia. Dlatego dziś powiem wam, jak to wygląda z mojej perspektywy.
Nie taki wilk straszny, jak go malują!
Oczywiście jak dostałam skierowanie do szpitala to cała dygotałam. Co prawda miałam 3 miesiące, żeby oswoić się z tą wiadomością, ale mimo wszystko wiecie jak to jest. Obce miejsce, obcy ludzie, operacja, narkoza, ból, to czy na pewno wszystko pójdzie dobrze- to normalne obawy każdego chorego człowieka. Na etapie końcowym okazało się jednak, że strach był nazbyt wyolbrzymiony. Wiadomo, nigdy w szpitalu nie poczujemy się jak u siebie w domu, nie polatamy nago, nie będziemy chodzić na spacery po 22 i wstać po 10, ale da się to przeżyć. Wszystkie badania, których tak się bałam i nie zawsze były przyjemne- były tak naprawdę niczym, przy tym jak stres mnie zżerał. Więcej krzyku, niż to warte. Dziś wiem, że przed operacją spokojnie mogłam się przez te kilka dni bardziej wyluzować. Ale oczywiście łzy, smutek, żal- musiał być- bo nie byłabym sobą.
Personel medyczno- towarzyski.
Dużo osób narzeka na pielęgniarki i lekarzy w szpitalach. Co ja mogę o nich powiedzieć? Pielęgniarki pierwsza klasa. Ciepłe, współczujące, miłe, pocieszające, ale przede wszystkim delikatne. Jak tylko czegoś się bałam- byłam uspokajana. Jak tylko czegoś nie wiedziałam- byłam bardzo dobrze doinformowywana. Jak czegoś potrzebowałam ( leków na sen, czy leków przeciwbólowych)- nigdy nie odmawiano i nie żałowano. Po operacji pielęgniarki otoczyły nas jeszcze większą opieką. Przynosiły jedzenie do łóżka, umyły ci kubek, aby wlać świeżej herbaty, poprawiły koc, łóżko- wszystko. Wszystko tak jak powinno być. Tak jak każdy z nas wyobraża sobie pielęgniarkę i rolę jaką powinna spełniać. Zdaję sobie sprawę, że nie wszędzie tak jest- ale ja miałam szczęście trafić na oddział z naprawdę fajnymi babkami. Jeżeli chodzi o lekarzy, to jak to lekarze. Jedni bardziej zadufani w sobie, inni mniej. Wiadomo jednak- wiecznie zabiegani, na nic nie mają czasu- nawet spokojnie opowiedzieć Ci krok po kroku jak przebiegła operacja. Kilka zdań i już. Z wypisu dowiedziałam się więcej na temat mojej operacji, niż od lekarza prowadzącego. Ale cóż. Takie realia. Uważam, że można to przełknąć, ponieważ najważniejsze jest w lekarzu, aby jak najlepiej wykonał swoje zadanie na sali operacyjnej- tak, żeby obyło się bez żadnych powikłań i konsekwencji.
Szpitalne jedzenie.
Odkąd pamiętam, zawsze o szpitalnych posiłkach krążyły legendy- że nie do zjedzenia, nie do wypicia, generalnie do niczego. Ja muszę powiedzieć, że nie było wcale tak źle, jak się mówi. Owszem, jedzenie może trochę rozgotowane i nie jakoś szczególnie ciepłe- ale myślę, że wynika to z tego, że dużo osób przed operacjami ( szczególnie brzusznymi) jest na diecie lekkostrawnej i jedzenie nie może być inne. Ja tam wszystko zjadałam i nie wybrzydzałam. Co prawda nie wiele też miałam okazji do próbowania, bo dwa dni byłam w ogóle bez jedzenia i jeden bez picia wody. Ale dzięki temu nigdy nie zapomnę smaku kawy. Kawy, którą przyniosła mi pielęgniarka następnego dnia po operacji. Ten łyk ciepłej kawy (może bardziej mleka z kawą zbożową) po 2 dniach nie jedzenia i 1 dniu nie picia był jak zbawienie. Uwierzcie mi, że to była najlepsza kawa jaką w życiu piłam. Więc jeżeli chodzi o bufet szpitalny to wspomnienia mam całkiem dobre.
Więc, jeżeli kiedyś będzie was czekała wizyta w szpitalu, a nigdy nie byliście, bądź byliście jako dziecko- to naprawdę sporo zmieniło się od tamtego czasu. Więc nie warto wyrywać sobie włosów z głowy, zanim się nie zameldujemy i nie zobaczymy jak naprawdę jest. Wiadomo, nie każdy szpital, szpitalowi równy. Tak samo nie każdy oddział, oddziałowi. Ja mogę powiedzieć, że nieźle trafiłam. Chociaż mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze długo nie będę musiała tam wracać.
Taka oto dygresja na ten świąteczny czas, ile siły mi pozwoliły, żebyście o mnie nie zapomnieli.:)



