Ten wpis planowałam już od roku. Czasem tak jest, że przychodzi do Ciebie jakaś myśl, ale nie jesteś pewny, jak ją ugryźć/jak rozwinąć. Czujesz, że chcesz o tym napisać/powiedzieć, ale to chyba nie jest właściwy moment.
Pytanie z tytułu czy empatia to mocna strona czy przekleństwo, przez ostatni rok było ze mną bardzo blisko. Jednak tak naprawdę czym empatia dla danego człowieka może być – zrozumiałam na swoim przykładzie parę tygodni temu, gdy na psychoterapii poruszaliśmy temat moich mocnych i słabych stron.
Kiedy ktoś prosi mnie o podanie kilku cech, którymi opisałabym siebie, zawsze, ale to zawsze pierwsze co przychodzi mi do głowy, to szeroko pojęta empatia. To cecha, którą nad wyraz mocno w sobie czuję. Kiedy jednak próbuję rozłożyć ją na czynniki pierwsze, okazuje się, że kryje się za nią wiele odczuć i zachowań – niekoniecznie dobrych dla mnie samej.
Empatia – mocna strona czy przekleństwo?
Gdybyście chcieli poznać książkową definicję empatii, dowiecie się, że to umiejętność współodczuwania czyichś emocji, umiejętność postawienia się na czyimś miejscu i zrozumienia go, to spojrzenie na świat z innej perspektywy – drugiego człowieka. Kiedy tak to wymawiam i czytam, brzmi bardzo ładnie. Wręcz altruistycznie. Dużo łatwiej jest pomagać innym, kiedy potrafimy ich zrozumieć. Wtedy też siłą rzeczy dużo chętniej pomagamy. Łatwiej nawiązuje się silne i długotrwałe relacje z innymi, kiedy potrafimy się postawić na czyimś miejscu i okazać zrozumienie. Czerpiemy radość z tego, że udało nam się komuś pomóc. Mimo tych wszystkich plusów jest to dużo bardziej zawiłe i nie zawsze empatia, którą się charakteryzujemy, jest dla nas mocną stroną. Bywa także kulą u nogi.
Rozkładając szeroko pojętą empatię na czynniki pierwsze, widzę w niej dużo więcej cech, którymi charakteryzują się osoby, które uważają się za empatyczne: wrażliwość, nadwrażliwość, bycie pomocnym, ale i nadmierne poczucie odpowiedzialności społecznej, ciągłe bycie na czuwaniu (wiem, kiedy wokół mnie dzieje się coś złego, mimo że jestem na spotkaniu z przyjacielem, ogarniam zarazem czy naokoło mnie wszystko jest w porządku i nikt nie potrzebuje pomocy), nadmierne wyczulenie na najmniejszy problem bliskich czy zagrażającą sytuację w otoczeniu.
I kiedy to wszystko wymawiam, mam poczucie, że świat bez ludzi z mocno rozwiniętą empatią byłby bardziej zagrażający i mniej „społeczny”. Z drugiej jednak strony, mimo iż z zewnątrz u kogoś możemy tę cechę postrzegać bardzo korzystnie, dla empatycznego człowieka może być ona wyniszczająca.
Empatia i jej słabe strony
Jaka to niszczycielska siła, wie każdy, kto zmaga się z nadwrażliwością. Jeżeli na filmach zasłaniasz oczy jak komuś dzieje się krzywda, jeżeli nie możesz oglądać zdjęć, na których pojawia się przemoc wobec zwierząt, nie potrafisz pojechać do schroniska i spojrzeć tym psom w oczy, bo już na samą myśl chce Ci się płakać; przeżywasz czyjś smutek kilka dni, jakby to dotyczyło co najmniej Ciebie, płaczesz z innymi, ciągle się o kogoś martwisz, czymś stresujesz, chciałbyś każdego utulić i zmienić jego świat na lepsze, może nawet zabrać z niego to całe zło, które go spotkało – to wiesz, o czym mówię.
Jak bardzo męcząca może być empatia, wie także ten, kto gdziekolwiek by nie poszedł, ma oczy w około głowy. Wielu z nas robi to zupełnie nieświadomie – sprawdź, czy przypadkiem Ciebie to też nie dotyczy. Czy nie jesteś jedną z pierwszych osób, która w otoczeniu widzi, że komuś dzieje się krzywda, że zaraz ktoś się przewróci, że ktoś na kogoś krzyczy, że komuś trzeba pomóc, bo sobie z czymś nie radzi? Mogą to być nawet błahe sytuacje. Na przykład pierwszy zauważasz w autobusie, że ktoś nie ogarnia biletomatu. To nie musi być coś zagrażającego życiu, to po prostu pewien rodzaj wyczulenia na innych i ich problemy.
Dlatego, kiedy ktoś mnie pyta o to, co w sobie lubię, nie wiem, czy podawać empatię jako jedną z tych cech. Zazwyczaj plasuje się ona gdzieś pośrodku. Jestem bardzo świadoma tego, jak wiele przez nią tracę, jak zabiera nieraz życiową energię, ale kiedy usłyszałam na terapii pytanie: czy chciałabyś oddać tę cechę i po prostu jej nie mieć? – aż mnie zmroziło. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Mimo problemów, jakie czasem mi sprawia, czuję, że dzięki niej żyję bardziej świadomie, pewnie też bardziej emocjonalnie, ale nie mieć tego, to jak stracić ważny narząd.
Życie już nigdy nie byłoby takie. Takie pełne.



