Słabość to często ostatnia rzecz, którą chcemy okazać publicznie. Boimy się. Martwimy się, że kiedy ją okażemy, na przykład poprzez łzy, albo użalanie się nad sobą – ludzie ocenią nas jako element gorszej kategorii. Zostaniemy sklasyfikowani, jako ktoś, kto sobie nie radzi.
Trudne jest życie kobiety. Tak, wiem mężczyzny też, ale dziś będzie o kobietach.
To one w większej mierze rozliczane są z tego, jak długie włosy noszą, jak duże usta mają i jak wysokie szpilki przyodziewają. To one muszą mieć nieskazitelny uśmiech, aksamitną skórę i w każdej okoliczności powinny umieć się zachować.
Jeżeli ktoś jest rozliczany ze zmarszczek: to one. Jeżeli ktoś jest rozliczany z siwego włosa: to one. Jeżeli ktoś zawsze musi kontrolować sytuację w towarzystwie: to właśnie one.
Boję się okazać słabość.
Kobieta na każdym kroku musi dbać o to, jak jest postrzegana. Martwi się, co ludzie pomyślą, jak ją odbiorą, kiedy okaże słabość i pokaże jakie emocje naprawdę w niej buzują.
Każdy z nas jest słaby. Kiedy dopada nas trudne wydarzenie, dostajemy smutną wiadomość, albo przerastają nas problemy dnia codziennego – mamy prawo do okazywania słabości. Choćbyśmy na co dzień były najlepszą wersją samej siebie – taką, do której dążymy od początku świadomości istnienia – chwila słabości nie przekreśla naszych poczynań.
Chociaż spora część z nas tak właśnie sądzi.
Oczywiście są wyjątki. Wiele kobiet nie boi się płakać publicznie, czasem zrobi awanturkę, da upust emocjom przy innych osobach. I czy to źle? Czy zawsze jest to oceniane negatywnie? W końcu wszędzie mówi się, żeby „nie prać brudów publicznie”. Tylko gdzie tak naprawdę leży granica między praniem brudów publicznie, a tylko okazywaniem słabości?
- Czy kłótnia małżeńska w gronie znajomych to pranie brudów, czy okazanie słabości w stylu: zabolało mnie to, co powiedziałeś, więc od razu Ci to mówię?
- Czy publiczne pokazywanie łez to oznaka słabości, czy może siły, że nie boimy się emocji, które w nas drzemią?
Nie płaczę publicznie, bo brzydko wyglądam.
Myślę, że każda z nas powinna sama odpowiedzieć sobie na tak postawione pytania. Gdzie leży Twoja własna granica i czego boisz się tak naprawdę na przykład w sytuacji, kiedy masz ochotę się rozpłakać, ale coś Cię przed tym powstrzymuje?
- Tego, że okazujesz publicznie słabość – tym samym pokazujesz, że sobie z czymś nie radzisz.
- Czy martwisz się, jak wyglądasz zapłakana, zasmarkana i ze spuchniętymi oczami? W końcu to nie jest wizerunek kobiety, jaką media propagują. Nie chcesz więc aby ktoś obserwował Cię w takim stanie.
Ja sama nie jestem lepsza. Na co dzień zmagam się z publiczną oceną i czasem wolę nie mówić o tym, co złe, o tym, co mnie boli i o tym, co przeżywam. Jednak czasami się nie da. Czasem na głowę spadają nam takie rzeczy, że chociaż byśmy bardzo chciały, nie możemy zachować ich tylko dla siebie, bo po prostu oszalejemy.
Emocje nie powinny być tłumione w sobie: czy to te dobre, czy to te złe.
Ponieważ zbliża się Dzień Kobiet, polecam wszystkim kobietom pozwolić sobie na słabość. Każda z nas czegoś się boi, coś ją martwi, coś dokucza w sercu.
Niezdrowe jest trzymanie tego, w sobie. Czasem warto po prostu to z siebie wyrzucić.
Dlatego dzisiaj i jutro (i kiedykolwiek tylko trafisz na ten tekst) komentarze poniżej są otwartą furtką dla Ciebie, dla Twoich słabości i dla Twoich zmartwień.
Zostaw je tu. Nie martw się oceną innych. Już przecież ustaliliśmy, że każdy z nas ma w sobie słabego człowieczka. A naprawdę silny jest tylko ten, kto o słabościach potrafi mówić głośno. :)
Aby było raźniej – ja zacznę i moją odpowiedź znajdziecie w komentarzu. :*



