Pamiętam, kiedy pierwszy raz tak solidnie uderzyło we mnie tytułowe pytanie. To było kilka miesięcy temu. Kiedy usłyszałam w telewizji o patostreamingu. Od tamtego czasu często się nad tym zastanawiam. No ile? Ile jesteśmy w stanie zrobić w sieci?


Zanim założyłam bloga, byłam typową dziewczyną z miasta. Jeżeli chodzi o social media: miałam konto na fejsie. Wrzucałam tam zdjęcia z imprez, śmieszne (według mnie) sytuacje, czy teksty zasłyszane na Uczelni. Czasem wrzucałam smutne cytaty, ale nigdy nie chciałam wdawać się w szczegóły swojego życia. Nie zastanawiałam się, po co coś wrzucam, dlaczego tego potrzebuję. Tak robiła większość moich znajomych. Wrzucaliśmy coś, co na dany moment mieliśmy ochotę wrzucić. Tyle.

A dziś? Czy to, co wrzucamy do sieci, jest bardziej przemyślane?

Ile jesteśmy w stanie zrobić w sieci?

Sieć pożera nas każdego dnia. Nie tylko zabiera nam czas. Czasem zabiera nam przyjaciół, a czasem zabiera nam godność. Wiele daje, ale wiele też kradnie. Pytanie, w jakim stopniu pozwolimy jej przejąć kontrolę nad naszym życiem, bo czasem wrzucając coś, nie zdajemy sobie sprawy: z odpowiedzialności za siebie i innych czy z powagi sytuacji. 

Zakładając publiczne miejsce w sieci (może to być nawet konto na facebooku), dzieląc się w nim wiedzą, swoimi produktami czy opiniami i pokazując swoją twarz, pozwalamy Internetowi zabrać naszą anonimowość. Dla wielu to już zbyt poważna granica, której nie chcieliby przekroczyć. Czasem mając swoje miejsce w sieci, pokazujemy swoją rodzinę, dom, mieszkanie. Nie wszyscy się na to godzą. Jeszcze inni pokazują wizerunek swoich dzieci. To miejsce, w którym kolejna grupa powie stop. Czasem zaczynamy pokazywać swoje gołe ciało, odzierając się w ten sposób z intymności. Możemy jednak iść jeszcze o krok dalej i pokazywać w sieci przemoc wobec zwierząt i innych ludzi. I tutaj też nie dla każdego leży granica. Niestety…

Co jeszcze? Co najgorszego możemy sobie wyobrazić? Od kiedy dowiedziałam się o tym, że istnieje coś takiego jak patostreaming, zrozumiałam, że nie ma takiej granicy. Podobnie jak w życiu poza siecią. Nie ma granicy dla chorych umysłów. Patrząc, jak ludzie na żywo nagrywają libacje alkoholowe, mężczyźni biją kobiety, dzieci kopią rodziców, młode chłopaki podpalają pijanych, śpiących członków rodziny, dorośli namawiają nieletnie dziewczyny do rozbierania się przed kamerą, pytam: gdzie leży granica? 

Czy doczekamy czasów, aż ktoś na żywo w sieci zabije, czy zgwałci? Tylko po to, żeby mieć więcej wyświetleń niż jego konkurencja (i tym samym więcej zarobić)? Bo przecież o to w patostreamingu chodzi. Im bardziej pato, tym śmieszniej/ciekawiej/tym więcej widowni.

 

Jak powstrzymać tę karuzelę zagłady?

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz o tym pomyślałam, długo nie mogłam zebrać się do kupy. Myśli o tym dręczyły mnie i nie chciały ode mnie odejść.

Dziś już na spokojniej podchodzę do tego tematu, ale dalej z pewną dozą lęku i zażenowania, że jesteśmy zdolni do tak wielu okrucieństw. I robimy to także w sieci. Robimy z tego widowisko. Dostajemy za to pieniądze. Płacimy za to pieniądze! Oglądamy to, dając tym samym przyzwolenie i rozkręcając ten biznes. W najlepszym wypadku po prostu załamujemy ręce, zamiast działać.

Dopiero od niedawna stawiane są pierwsze zarzuty za patostream. Jak jednak uchronić swoje dzieci przed oglądaniem takich filmów, skoro cały czas mamy do tego dostęp? No właśnie. Możesz powiedzieć, że Ciebie to nie dotyczy, ale nie masz pojęcia, co robi Twoje dziecko przed komputerem, albo w jakich czasach będzie mu dane żyć – a masz przecież na to wpływ. Możesz się buntować. Możesz działać na własną rękę. Możesz zgłosić coś, co uważasz za niebezpieczne w sieci. Możesz uświadamiać. Niezależnie jaką drogę wybierzesz, każda jest lepsza niż udawanie, że nie ma tematu. Zamykanie oczu. Wmawianie sobie, że mnie i moich dzieci to nie dotyczy, bo dotyczy. Każdego z nas.


Czy Wy czasem zastanawiacie się nad tym, gdzie leży Wasza granica pokazywania siebie w sieci? Gdzie leżą granice Waszych bliskich, znajomych, osób popularnych? Co Wam zagraża? Gdzie czyjeś działania zaczynają być niewygodne dla Was? Naruszają Waszą wolność, intymność, bezpieczeństwo?

 

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu

Zostaw komentarz