Wraz z poniedziałkiem rozpoczniemy kolejny wpis z serii „Damsko-męsko”.
Dziś będzie o pewnej kobiecie.
Kobiecie, która swoją wartość, mierzy za pomocą zachowań mężczyzny u jej boku.
Kobiecie, która bardzo boi się społecznej opinii- tak bardzo, że sama paple o wszystkich na około, często bez żadnych refleksji, różne niestworzone historie. Podrzuca w ten sposób pożywkę dla innych, aby samemu nie znaleźć się na językach. Tak bardzo przeraża ją społeczny ostracyzm.
Kobiecie, która rozgrzeszy przed każdym swojego zdurniałego mężczyznę. Przed nim, przed Tobą, przede mną, i przed Bogiem. A przede wszystkim przed samą sobą. Rozgrzeszy ze wszystkiego: lenistwa, zdrady, czy picia alkoholu.
Kobiecie, która nie chce widzieć świata obiektywnie, bo po ludzku, chodzi po prostu o to, że prawda ją przeraża.
Kobiecie, która przetrwa wszystko w imię miłości.
Zamek z piasku, który runął.
Wyobraź sobie, że jesteś w związku. Szczęśliwym, pełnym uczuć i empatii. Świetnie wam się układa. Każde z was realizuje siebie w wymarzonych kierunkach. Wspieracie się nawzajem, macie coraz więcej kasy. Staracie się o dziecko. Macie dziecko. Sielanka.
Lata mijają. Coraz więcej się kłócicie. O wychowanie. O pracę. Wasze drogi powoli się rozchodzą. Nie możecie się dogadać na żadnym szczeblu- włącznie z łóżkiem. Dziecko wyrosło na rozkapryszonego, niewdzięcznego bachora. Obwiniacie siebie nawzajem. W pracy raz lepiej, raz gorzej, ale w miarę stabilnie. Nie posuwacie się jednak do przodu. W domu mijacie się bez słowa.
Zaczyna Ci brakować bliskości. Jego. Uświadamiasz sobie, że go kochasz i nie chcesz nikogo innego. Chciałabyś zacząć wszystko od nowa. Zapomniałaś tylko, że minęło już 20 lat. On nie wraca od kilku miesięcy na noc do domu. Masz złe przeczucia.
Sprawdzasz jego telefon. Znajdujesz tam zdjęcia innej kobiety. Młodszej. Pikantne smsy. I drżysz. Robisz dziką awanturę. Każesz wypierdalać. Emocje Tobą zawładnęły, ale po kilku dniach podchodzisz do tematu na trzeźwo. Czy warto rozwalać tyluletnie małżeństwo dla zwykłego skoku w bok? Tylko to nie był skok w bok. To był romans. No tak, ale przecież można go zawsze przerwać. Teraz jak on wie, ze Ty wiesz to przerwie- tłumaczysz sobie.
Przyjmujesz pod dach tego zbitego psa, pod warunkiem definitywnego zakończenia tamtej relacji. I zaczynasz wszystko sklejać. Bierzesz się za siebie. Ćwiczenia, dieta, fryzjer, kosmetyczka. Ale on nadal nie patrzy na Ciebie jak na kobietę. Jesteś rozdrażniona. Szukasz sposobów. Nic nie działa. On się wypalił. Jest z Tobą, bo jest pierdolonym leniem i mu z Tobą wygodnie. No i może trochę Cię lubi. Bo po miłości już dawno nie ma ani śladu.
Wstyd.
Zaczynają się wewnętrzne konflikty. Powiedzieć komuś, nie powiedzieć. Wiadomo, że powiesz. Musisz się z kimś podzielić swoimi rozterkami. Potem wiedzą już wszyscy, ale głośno o tym nikt nie mówi. A Ty zaczynasz swoją grę.
Bronisz go. Zwalasz wszystko na sytuację w której się znaleźliście, na prace, na problemy rodzinne, nawet na siebie- swoją oziębłość, zaniedbanie i brak wystarczającej uwagi mu poświęconej. Bo jest Ci cholernie wstyd. Tylko czego się wstydzisz?
Tego, że Twój mąż się puszcza? Że jest niedojrzałą mendą? Czy tego, że Ty zostałaś tak poniżona i nie jesteś w stanie utrzymać faceta przy sobie? Widzisz winę w sobie? Boisz się co ludzie powiedzą? Że oni też zobaczą problem w Tobie? Dlatego to ukrywasz? Serio, warto? Naprawdę chcesz tak żyć?
Kobieta-męczennica.
Nie wiem skąd kobiety wzięły w sobie tyle empatii i męczennictwa, żeby poświęcać całe swoje życie dla ludzi, którzy na to nie zasługują i miłości, która dawno się wypaliła. Dlaczego nie potrafią/nie chcą zadbać o swoje poczucie własnej wartości, uniezależniając je od opinii innych ludzi. Dlaczego szczęścia upatrują tylko w związkach i to zawsze w tych pierwszych wyborach, które nie zawsze były słuszne. Dlaczego kobiety jak raz powiedzą A, to potem boją się cofnąć swoją decyzję i głośno powiedzieć: „Sorry, popełniłam błąd, że za niego wyszłam. Może byłam głupia i naiwna. Może czymś zaślepiona. Cofam to.” To naprawdę tyle kosztuje? Całe Twoje życie? Które wolisz zmarnować z tym dziadem, zamiast przyznać się do pomyłki?
I teraz już zupełnie zgłupiałam kto z nas jest bardziej dumny. Kobiety, czy mężczyźni.



