Kiedy jesteśmy młodzi wydaje nam się, że świat należy do nas. Chcemy góry przenosić i chcemy się zakochać. Tak poważnie zatracić się. Pokochać kogoś tak, jak można kochać tylko raz- bez opamiętania, szczerze i cholernie naiwnie. Chcemy to przeżyć…Wiemy, że warto żyć dla takiej miłości. Choćby miała trwać tylko jeden dzień.


Pamiętam, jak miałam około 16 lat i moja mama zapytała mnie:

Powiedz mi, w przyszłości chciałabyś wyjść za mężczyznę z miłości, czy z rozsądku?

Pytanie wydało mi się tendencyjnie głupie. Skąd mojej mamie przyszło do głowy, żeby mi je zadać. Czułam się lekko poirytowana.

Oczywiście, że z miłości- mówię. Skąd to pytanie?

Cisza. Oczami wyobraźni już widziałam siebie wchodzącą do domu z nadzianym Panem w garniturze przedstawiając: ” Mamo, tato to Tadeusz, mój nowy chłopak”.

Mama przyglądała mi się uważnie i głęboko westchnęła. Chwilę jeszcze myślała, po czym rzekła:

Tak tylko pytam. To dobrze. Obyś tylko nie musiała martwić się co do garnka włożyć. Obyś nie musiała klepać biedy w przyszłości,  tak jak my.

Myślę sobie: Świetnie. Moja mama wcale nie jest do końca zadowolona z mojej odpowiedzi. Nie mogłam tego zrozumieć. Czyli co? Według niej powinnam wyjść za jakiegoś bogatego skurwysyna, zamiast być z kimś, z kim razem mogłabym budować przyszłość? Powinnam „lokować” uczucia tylko tam gdzie pachnie zielony papier? Czy właśnie to mi zasugerowała?

Moja rodzicielka chyba zauważyła, że na mojej twarzy maluje się niepokój, więc odparła jeszcze:

Ciesze się, że chcesz wyjść za mąż z miłości. Dobrze Cię wychowaliśmy. I posłała mi uśmiech.


Na długo zapomniałam o tej naszej rozmowie. Przypomniała mi się ona całkiem niedawno. I teraz z perspektywy 10 lat patrzę na nią zupełnie inaczej. Wiem o co mojej mamie chodziło. Wcale nie chciała pakować mnie w łapy starego, bogatego biznesmena. Wcale nie chciała, żebym każdemu napotkanemu chłopakowi zaglądała w portfel na dzień dobry. Chciała mnie uchronić przed życiem podobnym do swojego. Nie wiedziała jednak jak. Stąd to głupie pytanie. Pytanie, na które w tamtym momencie nie było dobrej odpowiedzi. Każda była dobra i każda zła zarazem. Każda była wyrzeczeniem na rzecz czegoś innego. 

Moja mama po ludzku martwiła się, jakie życie będę wieść jako osoba dorosła. Czy będę się martwić każdego dnia, że nie mam na chleb dla dzieci? Czy będę wiecznie zmartwiona, czy rówieśnicy zaakceptują moje dziecko, które ma podarte buty? Czy zakocham się ten pierwszy raz w przystojnym, beztroskim, uśmiechniętym, ale nieudaczniku?

Po prostu się martwiła. I ona wtedy wiedziała. Już wiedziała… że miłość to nie wszystko.

Poznaj mój podcast

„W głąb siebie” – Dagmara Sobczak

Przejdź do podcastu