Nie lubię siedzieć za długo online. I mówię to ja, osoba, która prowadzi bloga i można powiedzieć, że sieć jest moim drugim domem.
Bywa, że czytanie, co czasem ludzie wypisują na forach i na grupach facebookowych, męczy mnie i zabiera dobrą energię. Tak łatwo przychodzi nam ocenianie innych, bez cienia refleksji, czy zrozumienia dla drugiego człowieka. Wyrzucamy z siebie słowa, jak z armaty – nie zastanawiając się w żaden sposób nad sensem i siłą wypowiadanych słów.
Sporo ostatnio w sieci dramy, jadu i nienawiści w stosunku do drugiego człowieka. Mam wrażenie, że coraz trudniej o głos rozsądku. Zamiast się wspierać w dobrych decyzjach i podawać sobie pomocną dłoń, zarzucamy sobie wzajemnie wszystko, co najgorsze. Nie znając kontekstu, doświadczeń i życia drugiej osoby.
Nie masz pojęcia o byciu kimś innym niż sobą
Kiedyś chwaliliśmy innych za dobre jakościowo zdjęcia. Docenialiśmy, że ktoś wstał wcześniej, zrobił sobie czasochłonne zdrowe śniadanie i wykonał czyste, schludne zdjęcie tego posiłku. Podziwialiśmy osoby, które potrafiły zrobić przykuwające wzrok lajfstajlowe fotografie. Inspirowali nas. Pokazywali, że można być samoukiem i rozwijać się w tym, co się lubi. A co się dzieje dzisiaj? Obrzucamy takie osoby błotem. Zarzucamy im, że pokazują nieprawdziwe życie, na zbyt ładnych obrazkach. Mamy do nich pretensje, że nie pokazują swojego całego życia: brudnych naczyń w zlewie, zapłakanych oczu, bałaganu w szufladzie. A na dodatek zdjęcia robią aparatem, zamiast telefonem, jak przystało na „normalnego” człowieka.
Kiedyś nie chcieliśmy oglądać takich zdjęć, a dziś wręcz potrzebujemy ich, żeby nie zwariować. Zamiast doceniać czyjąś pracę, obniżamy jej wartość.
Każdy kiedyś zaczynał swoją drogę z wegetarianizmem/weganizmem/zdrowym odżywianiem. Początki wszystkiego są trudne, ułomne i czasem może zadajemy głupie pytania. Mało kto urodził się w rodzinie, gdzie niejedzenie mięsa było czymś naturalnym, a mimo tego, oceniamy innych, którzy chcą spróbować, wytykamy im najdrobniejsze potknięcia, zarzucamy im niekonsekwentność, wyzywamy innych od hipokrytów. Zamiast wspierać się nawzajem, w jednej grupie syczymy na siebie, oceniamy i ujmujemy swoim poczynaniom, mimo że przecież przyświęca nam jeden, ten sam cel.
Kiedy walczymy o prawa zwierząt, o ekologię, staramy się zmieniać swoje przyzwyczajenia na rzecz Ziemi, i tak znajdzie się ktoś, kto umniejszy nasze starania, pokazując, że to, co robimy nie ma znaczenia, bo inni robi więcej. Znów zamiast podpowiadać, oceniamy. Zamiast nakręcać się wzajemnie, prowadzimy walki, kto jest lepszy. Szukamy tylko sposobności, by przyłapać kogoś na błędzie czy słabości, zamiast poklepać go po ramieniu, że stara się jak może i fajnie, że w ogóle zauważa jakiś problem.
Patrzenie przez pryzmat własnego ja – nie jest w porządku
Wiecie gdzie pojawia się problem? Nie zwracamy uwagi na kontekst. Oceniamy innych przez pryzmat siebie. Zatracamy się w obrazkach, które oglądamy i tracimy zdrowy rozsądek. Zapominamy, że to tylko pewien skrawek czyjegoś życia, zakładając, że jednak całe.
Nie da się pokazać całego życia. Nikt nie ma nawet takiego zamiaru/takich ambicji (nawet Ci co w sieci siedzą i pokazują się na co dzień). Nie można tez oczekiwać od ludzi, którzy pokazują kawałek siebie w sieci, że pokażą wszystko. To jest indywidualna decyzja, ile ktoś chce pokazać ze swojego życia (zresztą może jeszcze pamiętacie tekst o cienkiej granicy między prywatnością, a byciem posądzonym o nieszczerość?).
I póki ktoś pokazuje tylko jedną część, ale prawdziwą, to wszystko jest ok. Nie możemy wymagać, żeby ludzie pokazywali nam wszystko. Wpuszczali nas za kulisy swoich związków, pokazywali mieszkania (niezależnie czy są czyste czy brudne) i swoje dzieci. Jasne, niektórzy tak robią, ale nie oczekujemy, że wszyscy będą tak robić.
Może nie każdemu zdrowie pozwala, by całkowicie zrezygnować z tego rodzaju jedzenia, którego nie jesz Ty. Może nie każdy może kompostować resztki jedzenia w domu z powodów Tobie nieznanych, albo kupowanie ubrań u polskich producentów, jest dla kogoś po prostu za drogie.
Trzeba umieć zachować zdrowy rozsądek w tym, na co patrzymy i jak do tego podchodzimy. Zawsze z tyłu głowy trzeba mieć to, że patrzymy tylko na fragment. Nigdy nie będziemy w czyjejś skórze i choć wydawałoby nam się, że kogoś znamy, nie mamy na swoich barkach jego bagażu doświadczeń, emocji, wierzeń i miliona innych czynników, z których ten człowiek się składa.



