ODPOWIEDZIALNOŚĆ —> obowiązek moralny lub prawny odpowiadania za swoje, albo czyjeś czyny, bądź, przyjęcie na siebie obowiązku zadbania o kogoś, lub coś.
Nie zawsze jednak obowiązek = chęci. Często musimy stać się za coś odpowiedzialni, mimo tego, że wcale nie chcemy. Nie jest nam to na rękę, jest to nieodpowiedni moment, lub po prostu burzy nam to nasz system dnia, tygodnia, miesiąca.
Każda matka jest odpowiedzialna za swoje dziecko. Wie o tym i wpisane jest to niejako w macierzyństwo. Decydując się na bycie matką, decyduje się sprawować opiekę i być odpowiedzialnym za tego małego szkraba do końca jego życia, ale w szczególności do uzyskania pełnoletności. W drugą stronę jednak jest trudniej. Dorosłe już dziecko dopiero uczy się odpowiedzialności za rodziców. To normalna, ludzka kolej rzeczy, jednak bobo w dniu narodzin nie podejmuje decyzji o tym obowiązku, nikt go nie pyta, czy będzie się opiekować rodzicami na starość. Dopiero w toku socjalizacji jest uczony tego, że tak trzeba. Takie normy moralne i prawne są zapisane w społeczeństwie i należy ich przestrzegać. Niby wie, niby akceptuje i potulnie przytakuje głową, ale…no właśnie. Stan jego moralności dopiero weryfikuje położenie w takiej sytuacji, gdy dowiaduje się, że dziś, jutro, czy za 2 tygodnie musi zająć się swoim tatą, mamą, dziadkiem.
Ja nie mogę, bo…
No i się zaczyna. Każdy ma długą, naciąganą w każdą stronę, listę rzeczy ważnych i mniej- dlaczego ja nie mogę. Każdy oczywiście swoje argumenty uważa za najistotniejsze i zaczyna się licytacja: KTO DA WIĘCEJ. Oczywiście to wszystko ma miejsce wtedy kiedy mamy rodzeństwo, ciotecznych braci, siostry itd. Gdy spadkobierców do opieki nad jedną osobą jest więcej, niż 1. Teoretycznie powinno być łatwiej- bo można się podzielić sprawiedliwie, iść na jakiś kompromis, czy razem wymyślić coś jeszcze innego. W praktyce jest gorzej. Kiedy dorosłe dziecko, które nie ma rodzeństwa, ale ma za to już własną rodzinę musi się zająć powiedzmy schorowaną matką, bo ojciec już nie żyje- staje przed prostym wyborem. Albo zabieram mamę do siebie, albo załatwiam opiekunkę, DPS, czy ZOL. Tu już decyzję weryfikuje stopień zżycia z rodziną, choroby, majętność, warunki itd, itd. Jednak decyzja do podjęcia jest banalnie prosta- w tę, albo we w tę.
Gorzej jak mądrych jest wielu. Wtedy każdy ma swoje powody, dla których staruszka nie może wziąć do siebie. DPS? Jedni się zgadzają, inni nie. Opiekun społeczny? Jednych stać na składkę, inni nie mają. Dzielenie się obowiązkami? Niby ok, ale np. nikomu nie pasuje ta sama godzina, bo wszyscy w pracy. Problemy się piętrzą jak góra lodowa. I zamiast łatwiej, jest gorzej. Wymyślane coraz to nowe teorie, które teoretycznie mają ułatwić, a w praktyce powodują jeszcze większy zamęt.
Odpowiedzialność? A co to jest w ogóle!
W całym tym szmerze i rozmyślaniu: Dlaczego nie ja. Każdy zapomina o odpowiedzialności. Odpowiedzialności za los tych, którym jesteśmy to winni. Możemy tą odpowiedzialność przerzucić na kogoś innego. Pewnie. Czy to będzie brat, czy siostra- nie ważne. Jak nas stać możemy też zapłacić komuś za ten przykry obowiązek i w ten sposób przerzucić odpowiedzialność na jeszcze kogoś innego. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że nasza odpowiedzialność nie maleje. Może nam się tak wydawać, jednak to błędne przeświadczenie. Zawsze to dorosłe dzieci, będą obarczone największą odpowiedzialnością za starych, schorowanych rodziców. Jeżeli mama im umrze w DPS- to oni będą mieli do siebie największy żal za to, co się stało: że nie stało się w domu, wśród bliskich- tylko gdzieś w jakimś punkcie świata z ludźmi, których nie znamy. Ta odpowiedzialność wtedy do nich wróci ze zdwojoną siłą.
Wiadomo, opieka nad osobą starszą to nie jest nic lekkiego. Szczególnie wtedy, gdy taka osoba potrzebuje naprawdę specjalistycznej opieki, której często dzieci nie mogą zapewnić w swoim czterech ścianach. Decyzja ta zawsze jest trudna.
Wyjątkowo dziś nikogo nie potępiam.
Ci co godzą się na przygarnięcie chorego staruszka do domu, decydują się zarazem na przekreślenie swojego życia prywatnego, intymnego, rodzinnego. Ci co decydują się na opiekę z zewnątrz, decydują się zarazem na wzięcie podwójnej odpowiedzialności na siebie po wszystkim, no i wiadomo ostracyzm społeczeństwa.
Nie lubię w tym wszystkim tylko jednego. Ludzi przerzucających odpowiedzialność w rodzinie na innych. Bo jak się na coś dogadujemy to się dogadujemy tak, żeby było sprawiedliwie. I już. Nie ma: moje problemy są ważniejsze od Twoich. Zawsze Twoje problemy wg. Ciebie, będą ważniejsze od moich, a moje od Twoich. Dlatego kompromis i jeszcze raz kompromis. A nie licytacja, kto ma gorzej.
„A on może, bo przecież i tak nic nie robi…”, ” A ona by mogła zajmować się częściej, bo nie ma dzieci…”. Nie! Dzielimy się po równo i nie oceniamy. Każdy z nas jest odpowiedzialny tak samo. Nie bardziej i mniej. Nie zależy to od tego w jakiej sytuacji życiowej się teraz znajdujemy. Czy mam 5 dzieci, schorowaną teściową, nocne zmiany w pracy, czy nie wiem co tam jeszcze. Nie przerzucamy odpowiedzialności na innych. Nie umywamy rąk. Koniec, kropka.



